17 czerwca br., zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, przy pięknej deszczowej pogodzie, znaczy niekoniecznie pięknej… i lekko zamglonym horyzoncie, rozpoczęto uroczystości upamiętniające znanego wychowawcę kadr morskich, wieloletniego dowódcę statku „Jan Turlejski” (dawniej „Turlejem” zwanego) kapitana ż. w. Wiktora Gorządka (abym nie musiał powtarzać – zajrzyj tu – kliknij). Na uroczystość przybyło całe naczelne dowództwo Akademii Morskiej, z rektorem profesorem dr. hab. inż. Piotrem Jędrzejowiczem na czele. Byli też kapitanowie żeglugi wielkiej, choćby jeszcze ze Szkoły Rybołówstwa wychowankowie kapitana Gorządka Ludwik Skorupński i Tomasz Sobieszczański (obaj zresztą należący do grona 16 autorów nowej „Falami pisane 2” – którą promujemy tu – kliknij) wraz ze swoim najwyższej władzy przewodniczącym kpt. ż. w. Andrzejem Królikowskim. Jako reprezentujący miasto portowe Gdynia przybył Michał Guć Wiceprezydent Gdyni ds. innowacji. O kapitanie opowiadał redaktor Aleksander Gosk (od dawna „Kubą” zwany). A działo się to przy Nabrzeżu Pomorskim w Gdyni.

CSPI5558

CSPI5585

Od lewej: kpt. ż. w. Ludwik Skorupiński, Magdalena Jabłonowska (swego czasu Dyrektor Departamentu Transportu Morskiego i Bezpieczeństwa Żeglugi w Ministerstwie Infrastruktury, znaczy przed zmianami) oraz kpt. ż. w. Krystian Kornacki (także wśród naszych autorów)

CSPI5593

Oczywiście, zawsze „wchodzący w szkodę” reporterom „Latający Holender” Bohdan Sienkiewicz, ale czyż można mu tego nie wybaczyć…? :)

CSPI5599

Tablicę odsłania siła sprawcza – JM Rektor Piotr Jędrzejowicz i Przewodniczący SKŻW kapitan Andrzej Królikowski

Napis na tablicy głosi:

Kapitan ż. w. r. m. Wiktor Gorządek
przez 25 lat dowodził rybackim statkiem szkolnym s/t „Jan Turlejski”

z tego miejsca wypływał na łowiska ucząc zawodu
przyszłych kapitanów i starszych mechaników

polskiej floty rybołówstwa dalekomorskiego

Rektor i Senat Akademii Morskiej w Gdyni
Stowarzyszenie Kapitanów Żeglugi Wielkiej
Gdynia 17.06.2016

CSPI5622

Z prawej, tablicy przygląda się Joanna Grajter, przez wiele lat pełniąca funkcję rzecznika prasowego Urzędu Miasta Gdynia…

… no właśnie. To tę Panią, kilka lat temu, kiedy jeszcze oseskiem była, wziął na swe ręce kapitan Wiktor Gorządek i do chrztu św. trzymał. W tym miejscu dokonam małej retrospekcji. Dwa lata temu, 27 czerwca 2016 r. (mimo, że wtedy tam byłem, natłok różnych spraw spowodował, że materiału tego dotąd nie pokazałem), przy ulicy Warszawskiej 28/30, z inicjatywy kapitana ż. w. Michała Mielniczka, upamiętniono tablicą kapitana Wiktora Gorządka – na frontonie budynku, w którym mieszkał. Działo się to przy udziale władz Akademii Morskiej, kapitanów z SKŻW i mieszkańców budynku. Przybyła też ze swoim dzieckiem jego wnuczka – Karolina oraz córka chrzestna kapitana Joanna Grajter.

IMG_4399

Również podczas dzisiejszej uroczystości, tym razem przy odsłonięciu popiersia kapitana-nauczyciela Karola Olgierda Borchardta w holu Wydziału Nawigacyjnego AM, rektor wręczył kapitanowi Mielniczkowi pamiątkowy grawerton. Trzeba dodać, że popiersie kapitan „wyszperał” w zakamarkach Muzeum Miasta Gdyni. Dzięki zatem staraniom kapitana i uprzejmości Muzeum MG będzie można podziwiać je w tym miejscu. Samego odsłonięcia dokonali Rektor Piotr Jędrzejowicz i dziekan WN Adam Weintrit.

CSPI5625

Chwilę później odbyło się zamykające rok akademicki 2015/2016 posiedzenie Senatu AM, połączone z wręczeniem nagród wyróżnionym pracownikom uczelni.

I był też mały poczęstunek, ze szczególnie ciekawymi owocami południa, których dekoracje wykonała własnoręcznie Pani (znaczy byłem „ciapa” – nie spytałem o Imię) na zdjęciu poniżej.

CSPI5826

CSPI5832

A tutaj? Powiedziałbym trzy „świeżynki”: z lewej świeżo wybrany dziekan Wydziału Elektrycznego dr hab. inż. Krzysztof Górecki, świeżo wybrany Rektor AM prof. dr hab. inż. Janusz Zarębski i świeżo stylizowany owoc południa… :)

Czy wiecie, kiedy taki owoc najlepiej smakuje?

Ano, masz około 16 lat, budujesz gdzieś na Węgrzech autostradę, z nieba leje się żar, w gardle wszystko suche. I nagle odkrywasz, że obok Ciebie jest pole arbuzów… Niewiele myśląc częstujesz się jednym… Nagle, znienacka pojawia się właściciel, uzbrojony po zęby właściciel, i o nic Cię nie pytając zaczyna gonić za Tobą na rowerze (żadne tam „Polak – Węgier…”), wymachując kijem, długim kijem… I właśnie wtedy, kiedy jakimś cudem uda Ci się uciec z tym swoim łupem – właśnie wtedy ten owoc południa najlepiej smakuje… :) (Tak mi się tylko coś zza tej dzisiejszej mgły przypomniało…)

Przy okazji ciekaw jestem, czy ten pięknie zdobiony, bez cienia żalu udało się pokroić? Dylemat – jeśli nikt go nie zje, przecież się zepsuje… :(

Tekst i zdjęcia: Cezary Spigarski