17 czerwca br. zmarł nagle kapitan ż. w. Zbigniew Kucz.

(Poniższa nota biograficzna pochodzi z książki „Falami pisane. Wspomnienia kapitanów” , dlatego nie zmieniam jej formy).

„Kapitan ż. w. Zbigniew Jerzy Kucz urodził się 17 października 1940 roku w Starachowicach. W wieku niespełna czterech lat stracił ojca. Zachowane w pamięci strzępy wspomnień i – przechowywane jako największa pamiątka – przedwojenne zdjęcie ojca w mundurze Ligi Morskiej i Kolonialnej zainspirowały marzenia o morzu i dalekich podróżach.

W 1945 roku Matka Zbyszka poznała wdowca z córką i przeprowadzili się do Gdańska, gdzie już wspólnie stworzyli nowy dom. Żywy i rezolutny chłopiec edukację rozpoczął w wieku pięciu lat, dzięki czemu, już jako siedemnastolatek miał za sobą zdaną w I Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku maturę. Niestety, z powodu reorganizacji, w roku 1957 roku nabór do Państwowej Szkoły Morskiej został wstrzymany.

Wychodząc z założenia, że na statkach potrzebni są również lekarze, zdał egzamin wstępny do Akademii Medycznej. Kiedy jednak w następnym roku wznowiono przyjęcia do PSM, bez namysłu zrezygnował z Akademii i złożył dokumenty do Państwowej Szkoły Morskiej. Ukończył ją w 1961 roku. W kolejnych latach przeszedł wszystkie stopnie, od starszego marynarza do kapitana, by w roku 1976 uzyskać dyplom kapitana żeglugi wielkiej. Rok później ukończył zaocznie Wyższą Szkołę Morską. Przez następne lata dowodził wieloma jednostkami, od małych drobnicowców po duże semikontenerowce. Od 1989 roku, aż do emerytury, na którą przeszedł trzynaście lat później, dowodził promami kolejowo-samochodowymi „Kopernik”, „Heweliusz” i „Śniadecki”. Obecnie działa w Towarzystwie Przyjaciół „Daru Pomorza”,
w którym pełni funkcję sekretarza Zarządu Głównego. Historia zatoczyła koło, to na tej jednostce rozpoczynał swoją przygodę z morzem jako kadet.

Szczęśliwie żonaty od 48 lat, ojciec dwójki dzieci, dziadek pięciorga wnucząt. Żona – Irena, emerytowana nauczycielka, wielka pasjonatka poszukiwań genologicznych, córka, Katarzyna, kieruje Referatem Polityki Kulturalnej w Urzędzie Miasta Gdańska, syn, Wojciech, kapitan jednego z największych kontenerowców świata, „Maersk Elba”, kontynuuje tradycję rodzinną.”

* * *

Należał do grona kapitanów, którzy za namową przewodniczącego SKŻW – kpt. ż. w. Andrzeja Królikowskiego – zareagowali piórem i swoje wspomnienia utrwalili w pierwszym tomie książki „Falami pisane” . Kiedy spotkałem kapitana przed kilku dniami w Tczewie, podczas otwarcia Centrum Konserwacji Wraków Statków – zapowiedział kolejne opowiadania do tomu 3. …

Trzy dni temu razem ze swoimi kolegami ze Stowarzyszenia celebrował wydanie książki kapitana Mirosława Proskurnickiego, gratulując mu dzieła. I nic nie wskazywało na to, że w takim krótkim czasie obejmie swą wachtę we flocie Najwyższego Armatora.

CSPI5430

CSPI5539Właściwie nie znaliśmy się dobrze, widywałem kapitana podczas moich wizyt na spotkaniach Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej. I zawsze, kiedy podawał mi na powitanie rękę emanował serdecznym, ciepłym uśmiechem, czułem uścisk życzliwego człowieka – i takim będę go pamiętał (cs).

Fragment kapitańskiego wspomnienia „Falami pisane” – kliknij