GMINA KOMARÓWKA PODLASKA Zygmunt Choreń udowodnił, że jeśli się czegoś mocno pragnie, można to osiągnąć. Nazywany jest dzisiaj „ojcem żaglowców”, bo nie ma na świecie człowieka, który zaprojektowałby ich więcej niż on. Jak mówi, po stworzeniu dziesięciu kolejne przestał już liczyć.

Zygmunt Choreń urodził się w 1941 roku w Brzozowym Kącie w gminie Komarówka Podlaska. Już w dzieciństwie marzył, by wyruszyć w morze. Jego oknem na świat był miesięcznik „Morze”. – Z niecierpliwością czekałem na każde kolejne wydanie. Czytałem i chciałem gdzieś popłynąć, coś zobaczyć – wspomina. Wtedy też zaczął konstruować swoje pierwsze statki. Najpierw były to modele z papieru, później z kory, aż wreszcie, gdy trochę podrósł, razem z kolegą zrobili kajak. – Plany znaleźliśmy w „Morzu”. Wystarczyło się tylko dokładnie ich trzymać – mówi.

W końcu spełniło się marzenie o wyprawie morskiej. Wygrał w tym samym miesięczniku konkurs, a nagrodą był dwutygodniowy rejs po Bałtyku. I tak przypieczętował swój los. Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Komarówce Podlaskiej nie miał wątpliwości, co robić dalej. Dostał się na Wydział Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej. Tam trafił pod skrzydła profesorów, którzy bardzo dobrze przygotowali go do pracy zawodowej. Dyplom inżyniera otrzymał w 1965 r., a potem przez trzy lata związany był z uczelnią, na której się kształcił. Później przez wiele lat pracował w biurze konstrukcyjnym Stoczni Gdańskiej.

W 1978 r. awansował na głównego konstruktora żaglowców. Tam właśnie zaprojektował „Dar Młodzieży” (zbudowany w 1981 roku, banderę podniesiono 4 lipca 1982 roku – dop. red.), pierwszy wielki żaglowiec oceaniczny polskiej budowy, jaki wyszedł poza Morze Bałtyckie, przeciął równik i opłynął świat.

"Dar Młodzieży" podczas gdyńskich Tall Ships' Races 4 lipca 2009 roku

Na zdjęciach: „Dar Młodzieży” podczas gdyńskich Tall Ships’ Races 4 lipca 2009 roku

2009-07-02-04 - Tall Ships' Races 2009_05

Odbywane w Gdyni The Culture 5 września 2011 roku, z ożaglowaniem, które przeszło do historii z pewną nutką rozżalenia Gdynian...

Odbywane w Gdyni The Culture 5 września 2011 roku, z ożaglowaniem, które przeszło do historii z pewną nutką rozżalenia Gdynian…

18 sierpnia 2014 roku - parada podczas Żagli Gdyni

18 sierpnia 2014 roku – parada podczas Żagli Gdyni (zajrzyj też do materiału z minionego roku – kliknij)

Pierwszy żaglowiec

Innym jego dziełem była „Pogoria”, czyli pierwszy duży żaglowiec, zbudowany w 1980 r. O jego budowie zdecydował przypadek. Pan Zygmunt dowiedział się, że jego dobry znajomy, Krzysztof Baranowski, wybiera się do Finlandii, żeby zamówić tam średniej wielkości żaglowiec na potrzeby szkolenia młodzieży. – Pomyślałem, że to doskonała okazja dla naszej stoczni. Nakłoniłem go, by nigdzie nie jechał, a statek zamówił w Gdańsku – opowiada konstruktor. Od początku projekt ten wzbudzał wiele emocji. Krytykowano wydawanie tak dużych pieniędzy, gdy kraj pochłaniał kryzys gospodarczy. Jak podaje Wikipedia, ówczesne gazety rozpisywały się, że na pokładzie luksusowego żaglowca znajduje się… stajnia dla koni wyścigowych czy harem dziewcząt o różnych kolorach skóry.

Tak czy inaczej długie rejsy, w jakie wyruszyła załoga statku, m.in. organizowana przez Krzysztofa Baranowskiego Szkoła pod Żaglami, pokazały, że jednostka jest szybka i bezpieczna. Gdy jednak Choreń ją projektował, mało kto wierzył w sukces. – Najwięcej emocji wzbudzały reje. Większość ludzi w tamtym czasie, mających o tym pojęcie, twierdziła, że nie można budować masztów z rejami, bo są niebezpieczne. Na szczęście udało mi się to przeforsować, bo przecież to one najbardziej przyciągają młodzież – wspomina pan Zygmunt.

Pierwszy żaglowiec, który zamówili Rosjanie

W latach 70. Stocznia Gdańska stworzyła kilkaset pełnomorskich statków, ale żadnego żaglowca. Zmieniło się to dzięki Choreniowi, który spośród kilkunastu pracujących tam wówczas projektantów jako jedyny podjął się stworzenia statku żaglowego dla dawnego Związku Radzieckiego. – Nie powiem, trochę się obawiałem tego zlecenia, ale nigdy nie myślałem, że porywam się z motyką na słońce. Z każdym kolejnym modelem trochę zmieniałem pierwotne proporcje, przesuwałem maszty do przodu, tak by osiągnąć jak najlepsze efekty – opowiada inżynier. Dreszczyk emocji towarzyszył mu jednak aż do momentu odebrania statku przez rosyjskiego kapitana. – Zapytałem go, co będzie, jeśli ten żaglowiec nie zrobi zwrotu przez sztag. Odpowiedział, że wtedy zostanie zwrócony. Na szczęście obyło się bez niemiłych niespodzianek – wspomina.

2009-07-02-04 - Tall Ships' Races 2009_10

Pierwszy z serii żaglowców – bliźniaków „Daru Młodzieży” – budowanych dla Rosji – „Mir” podczas gdyńskich Tall Ships’ Races 4 lipca 2009 roku

2009-07-02-04 - Tall Ships' Races 2009_11

Na zdjęciach powyżej „Mir” podczas parady The Culture 5 września 2011 roku

Największe żagle świata

Po tym zamówieniu pojawiły się kolejne od armatorów radzieckich i nie tylko. Ale nie wszystkie projekty udało się dokończyć. Przykładem może być Gwarek, czyli pasażerski wycieczkowiec żaglowy. – Do ukończenia projektu brakowało kilku tygodni, a wtedy przyszła zmiana systemu. Gdyby rozlatujące się w tamtym czasie firmy żeglugowe podeszły do sprawy racjonalnie, to Gwarek pływałby teraz pod polską banderą – tłumaczy. Tymczasem rdzewiejącego w Stoczni Gdańskiej Gwarka, a raczej jego kadłub, kupił Szwed Michael Kraft, armator największych statków wycieczkowych pod żaglami, który zresztą zaraz zlecił Choreniowi powiększenie statku.

W ten oto sposób powstał „Royal Clipper”, wtedy największy żaglowiec świata. Ma 133 metry długości i przez to znalazł się w księdze rekordów Guinnessa. – Pływają nim nasi kapitanowie, załogi, tylko pasażerów naszych jest niewielu. Głównie Amerykanie. Po dobrym obiedzie towarzystwo wychodzi na pokład i przy patetycznych dźwiękach „Zdobycia raju” Vangelisa oglądają, jak stawiane są żagle. Amerykańskie kobiety płaczą ze wzruszenia, choć statek naprawdę płynie wówczas na silniku pod wiatr. Pasażerowie płacą za pełne żagle, to je dostają – opowiada. Sam rzadko pływa tym żaglowcem, bo lubi być w ruchu, a nie przechadzać się po pokładzie. – To dobre dla amerykańskich emerytów – dodaje z przekąsem konstruktor.

Zielone barwy od Beck`sa

W latach 80. projektował statki nie tylko dla krajów bloku wschodniego. Niemcy zlecili mu przebudowę latarniowca na żaglowiec i tak powstał „Alexander von Humboldt” – dzięki zielonej barwie kadłuba i żagli jeden z najbardziej rozpoznawalnych żaglowców świata. Taki kolor żagli zaproponował przedstawiciel browaru Beck`s. Początkowo nie wszystkim pomysł się podobał. Beck`s postawił jednak na swoim, pokazując ciężarówkę pełną zielonego płótna. – Powiedzieli, że jak ktoś chce wyrzucić na śmietnik 50 tysięcy marek, to proszę bardzo. Ten argument chyba zadziałał i zielone żagle uszyto – śmieje się pan Zygmunt.

2009-07-02-04 - Tall Ships' Races 2009_03

„Aleksander von Humboldt” podczas gdyńskich Tall Ships’ Races 4 lipca 2009 roku

Projektowanie statków wymaga czasu. Pierwszy zajął mu kilka lat, ale teraz tworzy już znacznie krócej. Ze Stocznią Gdańską rozstał się w 1992 r. i od tamtej pory prowadzi w Gdańsku biuro projektowe „Choren Design & Consulting”, powszechnie uznawane za najlepsze na świecie. Nic dziwnego, że firma nie narzeka na brak zamówień. Już na początku działalności zaczęła pracować nad żaglowcem „Fryderyk Chopin”, który jako jedyny w Polsce ma maszty sześciorejowe. – Nie wydaję żadnych pieniędzy na marketing. Nie muszę, bo reklamą są moje statki. Zanim jeden projekt się skończy, pojawia się drugi. Zamówienia na kolejne jednostki mam na pół roku do przodu – mówi.

2009-07-02-04 - Tall Ships' Races 2009_14

„Fryderyk Chopin” podczas gdyńskich Tall Ships’ Races 4 lipca 2009 roku

2009-07-02-04 - Tall Ships' Races 2009_15

5 września 2011 roku The Culture

5 września 2011 roku The Culture

Przybywający do Gdyni 9 września 2012 roku po wygranej w The Tall Ships’ Races 2012

18 sierpnia 2014 r. Żagle Gdyni

18 sierpnia 2014 r. Żagle Gdyni

Dumny z każdego zaprojektowanego statku

Według jego projektu powstał również żaglowiec „Le Quy Don”, zbudowany dla Akademii Marynarki Wojennej Wietnamu (więcej o żaglowcu – zajrzyj tu – kliknij).

CSPI0339przed

Ostatnim dziełem Chorenia jest „El Mellah”, czyli żaglowiec szkolny, który powstał dla algierskiej marynarki wojennej. Został zwodowany na początku listopada w Gdańsku. – Przy jego projektowaniu wziąłem pod uwagę charakter akwenów, po jakich będzie pływał. Algierska marynarka wojenna będzie szkoliła kadetów i kadetki, więc podział pomieszczeń musiał to uwzględniać. Prace projektowe trwały z przerwami trzy lata – opowiada. Nad każdym projektem pracuje zespół konstruktorów. – Wiedzę na temat różnych konstrukcji statków czerpię z literatury, wyobraźni i z doświadczenia. W swojej firmie mam wyjątkowy zespół, z którym się konsultuję, bo wcale nie uważam, że jestem najmądrzejszy. Projektowanie nie jest pracą jednego człowieka, ale zespołową – zapewnia inżynier.

2015_11_07_wodowanie_el_mellah (3)

Tu na zdjęciu, razem z Bohdanem Sienkiewiczem trzymają fotografię z wodowania „Daru Młodzieży”, podczas wodowania „El Mellah” 7 listopada 2015 roku w Remontowa Shipbuilding

Nazywany jest „ojcem żaglowców”, bo nie ma na świecie człowieka, który zaprojektowałby ich więcej. Ale sam ich nie liczy. – Bo nie chodzi o ilość, ale o jakość. Zależy mi, by kolejny statek był chociaż trochę lepszy od poprzedniego. Po skończeniu projektu nie wpadam w euforię i nie informuję każdego dookoła, że to mój statek, z którego jestem taki dumny. Mam tylko satysfakcję, że zostawiam po sobie coś materialnego, co dobrze służy ludziom. Jestem po prostu dzieckiem szczęścia. Wszystko w życiu mi się udawało i mogłem robić to, co lubię, czyli projektować – uważa. Nie ma statku, z którego byłby szczególnie dumny. Zadowolony jest z całokształtu pracy.

Emerytura? Może za 20 lat

Choreń nie zapomina przy tym o swoich rodzinnych stronach. W miarę możliwości odwiedza Liceum Ogólnokształcące w Komarówce, którego jest absolwentem. 31 marca tego roku gościł w nim w ramach Dnia Otwartego, by opowiedzieć młodzieży o projektowaniu żaglowców. To wtedy stwierdził, że szkoła to nie budynek, a przede wszystkim ludzie, którzy pokazują, jak poszerzać horyzonty i realizować własne marzenia.

Pan Choreń mówił też uczniom, aby wierzyli w swoje siły i możliwości. To niezwykle życzliwy człowiek, a zarazem skromny. Z sentymentem traktuje naszą szkołę i podsuwa różne rozwiązania, by mogła dalej funkcjonować – mówi Urszula Wołodko, dyrektor Zespołu Szkół Samorządowych. Mimo że pan Zygmunt mieszka w Gdańsku, czuje się mocno związany z rodzinnymi stronami. – Jego mama uczyła dawniej języka polskiego w Szkole Podstawowej. Nie jest też żadną tajemnicą, że pan Choreń w Brzozowym Kącie buduje dom. Może więc będzie częściej u nas bywał – zastanawia się dyrektor.

W tym roku pan Zygmunt skończył 74 lata. Jednak ani myśli wybierać na emeryturę. – Jak dobrze pójdzie, może za dwadzieścia lat odpocznę. A przedtem wybiorę się w podróż dookoła świata – zapewnia z uśmiechem.

Monika Maryniuk (Tygodnik „Słowo Podlasia”)

Zdjęcia: Cezary Spigarski (i komentarz)

 

Zygmunt Choreń 

Urodził się w 1941 r. w Brzozowym Kącie. W 1960 r. ukończył Liceum Ogólnokształcące w Komarówce Podlaskiej. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej i Leningradzkiego Instytutu Budowy Okrętów – dyplom inżyniera otrzymał w 1965 r. W latach 1965-1968 był pracownikiem Politechniki Gdańskiej, a następnie biura konstrukcyjnego Stoczni Gdańskiej, gdzie od 1978 r. stał się głównym konstruktorem żaglowców. Zaprojektował m.in. „Pogorię”, „Iskrę II”, „Fryderyka Chopina”, „Royal Clippera”, „Dar Młodzieży” i „Mir”. W latach 1973-1974 jako członek załogi jachtu „Otago” brał udział w pierwszych wokółziemskich regatach Whitbread.

PS.

Tekst powyższego artykułu (z innym doborem zdjęć) ukazał się drukiem w tygodniku „Słowo Podlasia” nr 51/52 (w wydaniu świąteczno-noworocznym), u nas dzięki uprzejmości Autorki Moniki Maryniukzajrzyj do nich – kliknij