Przyznam ze sporą ulgą, że Atlantyk powitał mnie łagodną pogodą, która pozwala na spokojne poznanie jego rytmu. Założenia dotyczące rejsu były od początku dla mnie jasne. Bezpiecznie ukończyć regaty OSTAR. Ale regaty to regaty. Tu oprócz walki z samym sobą i oceanem trzeba też myśleć i rywalizować z innymi doświadczonymi żeglarzami.

Start regat był dość nerwowy. Najpierw gęsta mgła, która spowiła zatokę Plymouth, a potem brak wiatru chwilę po starcie. Linię startu udało mi się pokonać bardzo sprawnie i dość szybko wyjść poza falochron południowy Plymouth. Stąd mieliśmy tylko jeden punkt zwrotny czyli latarnię Eddyston Rock, którą musieliśmy minąć prawą burtą, a potem każdy z zawodników, wg wcześniej obranej strategii, rozpoczął swój rejs do amerykańskiego Newport.

Moja strategia wyjścia na Atlantyk zakładała trzymanie się bliżej brzegu gdzie przeciwny prąd jest znacznie słabszy. Po minięciu przylądka Lizard w środku nocy można było skierować się w stronę zachodnią. Niestety wiatr z kierunków SW nie pozwolił kierować się bardziej na południe bliżej loksodromy, a zmusił trzymanie się bardziej ortodromy.

Duży niż, który jest po południowej stronie będzie w dniu dzisiejszym wywierał coraz większy wpływ. Z pewnością tu dobra zabawa się kończy i stopniowo muszę nastawić się na stawianie czoła temu co wokół mnie.

Na wieczór zapowiadany jest wiatr w okolicach 20, może 25 węzłów, czyli około 5-6 B. Obok mnie o kilka mil wspaniale żegluje amerykanka Kass Smith na jachcie Zest oraz coraz bardziej zbliżający się do mnie Marvyn Wheatley, żeglujący na ciężkim jachcie Tamarind.

Marvyn startuje już kolejny raz w tych regatach, a jego jacht jest wręcz stworzony do ciężkiej żeglugi. On sam, emerytowany oficer Marynarki Wojennej Jej Wysokości jest twardy i niejedno przeżył. Ocean jest dla niego drugim domem.

W tych warunkach nie jest łatwo pisać ale jeśli noc minie dobrze to jutro kolejna porcja dziennika pokładowego.

Z pokładu Opola, Andrzej Kopytko

Zdjęcia: materiały prasowe OceanTeam, Cezary Spigarski