Powodów, dla którego niektórzy decydują się wyruszyć w jesienny bałtycki rejs, samotnie, non-stop i do tego na wyścigi, na pewno można by znaleźć kilka. Tak naprawdę każdy z zawodników ma własną motywację, własne ambicje, a czasami również nierozliczone rachunki z Bitwą.

Nagrodą główną tradycyjnie jest przechodni puchar Bitwy o Gotland, który otrzymuje zwycięzca regat w kategorii ORC. Zwycięzca w kategorii Open (w czasie bezwzględnym) zdobywa trofeum Delphia Challenge. Każdy z zawodników otrzymuje pamiątkowe wyróżnienie za ukończenie wyścigu. Ostatni zawodnik sklasyfikowany w czasie bezwzględnym uhonorowany zostaje nagrodą im. Edwarda „Gale” Zająca za wytrwałość w dążeniu do celu.

Ale w tych regatach nie chodzi o nagrody. Nie one są tu najważniejsze. Ważna jest konfrontacja z morzem, pokora wobec niego i umiejętność rozłożenia sił na kilka dni. Startujących różni doświadczenie i liczba przepłyniętych mil. Łączy zamiłowanie do słonej wody. Jedni traktują start czysto sportowo, inni kontemplacyjnie. A Bałtyk jest pełen niespodzianek.

Maciej Krzesiński (Mary Lou)

W ubiegłym roku nie udało mi się ukończyć regat z powodu awarii, które trapiły mnie praktycznie od samego startu. Mam nadzieję, że w tym roku się uda i zrobię „Wielką Pętlę” bez niespodzianek. Bitwa o Gotland to poważna impreza, tu nie ma taryfy ulgowej. (…) Bałtyk nie jest wielkim morzem, ale za to pełnym niespodzianek.

Mój jacht jest jednym z najmniejszych i chyba najstarszych w stawce, nie spodziewam się zatem super wyniku. Ale postaram się napsuć krwi rywalom tak bardzo, jak to możliwe i przede wszystkim ukończyć regaty, bo wygrać Bitwę to ją ukończyć – cało i zdrowo. Dla mnie to główny punkt regatowy w roku – ciekawe doświadczenie i możliwość obserwacji oraz nauki od bardziej doświadczonych zawodników.”

Aleksandra B. Emche (Kosia III)

Żeglowanie jest dla mnie cały czas pasją i poszerzaniem własnych umiejętności. Każdy rejs jest w pewnym sensie wyzwaniem, a żegluga solo jest wyzwaniem większym. Dostarcza bardzo przyjemne pokłady adrenaliny i wbrew pozorom wtedy bardziej odpoczywam psychicznie. Trzeci start z kolei jest moim następnym krokiem ku realizacji własnych marzeń, jeszcze większych wyzwań. Bitwa o Gotland to jedyne prestiżowe, długodystansowe regaty na naszym Bałtyku, a udział w nich daje możliwości doskonalenia żeglugi solo. W tym roku mój cel jest podobny do zeszłorocznego. Ukończyć bezpiecznie, regulaminowo, bliżej podium niż dalej.

Kluczem do sukcesu jest tu sprawny jacht i umiejętność zgrania się z jednostką. Żeglarstwo to rozsądek i praca nad sobą. Nie można dać się zgubić własnym słabościom i chęci bycia ponad żywioł, bo z morzem i wiatrem jeszcze nikt nie wygrał. Pokora w tym wszystkim jest dosyć istotna. Nie można pozwolić, żeby przysłoniła ją  przemożna chęć zwycięstwa”.

Jacek Zieliński (Quick Livener)

Po co się płynie? Po magiczną, bitewną blachę! Co kręci w tych regatach? Czyste zasady, adrenalina fascynującego wyzwania, doborowe towarzystwo? Nie wiem…

Wiem za to, że ani na moment nie wolno tracić dystansu do własnych możliwości i pokory. Pokory wobec przeciwników, wobec warunków i wobec Bałtyku, który potrafi szybko pokazać żeglarzom, jak marnym puchem są wobec jego potęgi. Wiem, co znaczy presja wyniku – jeszcze godzinka, jeszcze mila pod skalisty brzeg i zwrot, notoryczny brak snu. Łatwo w takich warunkach o błąd. Błąd, który w rejsie załogowym skończyłby się na strachu, siniaku lub śmiechu, w rejsie samotnym może kosztować życie. Utrata przytomności, złamanie, poważne zranienie, a nawet zwykła morska choroba to dla samotnika to zawsze życie na włosku. Kluczowe jest rozkładanie sił, dbanie o siebie, niedopuszczanie do rozładowania ludzkiej baterii. Strategia na dalszym miejscu. A ukończenie Bitwy to sukces sam w sobie – bez wątpienia”.

Witek Małecki (PGO Good Speed)

Bitwę z roku 2015 pamiętam jako przeżycie niezwykłe! Niesamowity stan ducha i umysłu, w którym wszystko jest podporządkowane jednemu celowi: dawaj do przodu! Stan, w którym nie ma rzeczy za trudnych, zmęczenie jest przereklamowane, a decyzje podejmuje się dziwnie sprawnie… Dopiero po wszystkim dotarło do mnie, że było ekstremalnie. Gdyby nie awarie, które mi się przydarzyły, byłoby łatwiej, ale czy ciekawiej?

Start Witka Małeckiego (z lewej) zapowiedział Łukasz Trzciński 3 września br., w Jacht Klubie GRYF, kiedy wspólnie odbierali puchar za zwycięstwo w grupie ORC1 w regatach Gdynia-Władysławowo-Gdynia

Pamiętam wspaniałą bliskość morza, niesamowitą więź z innymi samotnikami, którą budował wielostronny dialog na kanale 69 i znakomite podejście organizatorów. Chcę tam znowu być.”

Tomasz Ładyko (Double Scotch)

Mam wrażenie, że tę trasę już znam jak własną kieszeń, jednak samotnie przepłynięta w Bitwie ma dodatkowy, słodki smak zwycięstwa nad własnymi słabościami, zmęczeniem i wrześniowym Bałtykiem. Samotne pływanie połączone rywalizacją to dwie najważniejsze rzeczy jakie przyciągają mnie do Bitwy. Samemu zgarnia się satysfakcję i samemu obrywa za błędy – innymi słowy Bitwa wciąga.

W zeszłym roku przypadła mi nagroda Zająca. W tym roku myślę, że jak zawsze trasa będzie męcząca, ale mam nadzieję, że mocniej powieje i silne wiatry pozwolą starszej już, ciężkiej, angielskiej konstrukcji, jaką jest Skoczek, pognać szybciej do przodu.”

Sponsorem strategicznym Bitwy o Gotland – Delphia Challenge 2017 – jest firma Delphia Yachts. Pozostali sponsorzy to: Teknos-Oliva, Raymarine, Work Service, Kompas, Henri Lloyd Polska. Organizatorzy regat: Ocean Team Sailing School oraz Maristo.pl.

Reprezentująca Delphia Yachts Ewa Kot i Krystian Szypka

Milka Jung

Zdjęcia: Marek Wilczek, Cezary Spigarski

Dodatkowych informacji udziela Krystian Szypka, tel. 501 664 314

http://bitwaogotland.pl/

https://www.facebook.com/pages/Bitwa-o-Gotland/142665052544461