Reprezentująca norweską Green Reefers Group z Bergen – Green Management Sp. z o. o. z Gdyni po raz drugi (zajrzyj tu – kliknij) przeprowadziła szkolenie dla kadetów wywodzących się z gdyńskich szkół morskich (Akademii Morskiej, Studium Doskonalenia Kadr i Szkoły Morskiej), ale także z kaliningradzkiej Szkoły Morskiej. Szkolenie odbyło się w minionym tygodniu, przeprowadzano je w murach Szkoły Morskiej oraz na wynajętym specjalnie w tym celu, cumującym w Gdyni gazowcu „B Gas Laura”. Miałem możliwość przyjrzenia się z bliska niektórym elementom szkolenia, a także zamienienia kilku słów z jego uczestnikami. Jak zgodnie twierdzili, dzisiejszy system nauki w szkołach, które kończą nie zapewnia im pełnego, zawodowego przygotowania. Oprócz wykładanej tam teorii, pracy z symulatorami – najbardziej brakuje rzeczywistego, namacalnego kontaktu ze statkiem – przyszłym miejscem pracy. Usłyszałem nawet, że rok spędzony na zajęciach teoretycznych w szkołach, nie dał im tyle, co tych kilka dni zajęć praktycznych pod okiem specjalistów współpracujących z Green Management…

Zajęcia na symulatorze pod okiem St. Mechanika Jarosława Pawełkiewicza, oficera Port State Control (Kontroli Państwa Portu) przy Urzędzie Morskim w Gdyni. Inspektorzy tej instytucji we wszystkich krajach, które podpisały porozumienie przeprowadzają niezapowiedziane kontrole na statkach konwencjonalnych, pod kątem m.in. ich sprawności technicznej, zgodnie z zapisami zawartymi w międzynarodowych konwencjach takich, jak: SOLAS, MARPOL, STCW. Mają uprawnienia do zatrzymywania statków w portach, aż do wypełnienia i naprawy wszelkich wykrytych uchybień na statkach. Szkolenie na symulatorze w Szkole Morskiej w Gdyni mogli też zobaczyć goście z Norwegii

Skomputeryzowana sala wykładowa gdyńskiej Szkoły Morskiej

Wiadomym jest, że najlepsza nawet szkoła nie przygotuje specjalistów z zakresu wiedzy o pracy wszystkich rodzajów pływających po morzach i oceanach statków – od tego są, po ich ukończeniu – specjalistyczne kursy.

Cumujące od kilku lat w gdyńskim Basenie Prezydenta dwa gazowce. Na jednym z nich, „B Gas Laura”, przeprowadzono część szkolenia praktycznego

Przeprowadzone przez ten miniony tydzień zajęcia dotyczyły spraw związanych z Działem Mechanicznym statku, przede wszystkim z obsługą siłowni. I jak w specyfice firmy – pracy urządzeń chłodniczych, nie tylko do obsługi samego statku (przykładowo – systemu obsługi chłodni prowiantowych czy Air Condition), ale przede wszystkim służących do chłodzenia przewożonych ładunków. I co podkreślane jest w Green Management – ze szczególnym, priorytetowym naciskiem na bezpieczeństwo. To oznacza, że oprócz poznania funkcji i obsługi specjalistycznych urządzeń w siłowni, kadeci przeszli też przez wszelkie rodzaje alarmów i procedur zachowania bezpieczeństwa, nie pomijając alarmu opuszczenia statku, pożarowego, przez te dotyczące zdarzeń w siłowni. Trzeba mieć zawsze świadomość, że na morzu ludzie zdani są wyłącznie na własne umiejętności i zależą od siebie wzajemnie, a zażegnanie sytuacji niebezpiecznych wymaga posiadania specjalistycznej, praktycznej wiedzy.

W siłowni, przy kompresorze obsługującym system chłodzenia prowiantury i AC, swoje doświadczenia zawodowe przekazuje St. Mechanik Roman Andrzejewski. Byłem tu świadkiem praktycznego omówienia sytuacji, które mogą się na morzu wydarzyć i na jakie zdarzenia należy zwracać szczególną uwagę, i co może być ich objawem

Chwilę później, przy urządzeniach chłodzących przewożony na tym rodzaju statku płynny gaz, zlokalizowanych na dziobie jednostki

Roman Andrzejewski i jego 10-ciu szkolonych „chłodniczo-mechanicznie” kadetów, w tym połowa z Kaliningradu. Jak mi później powiedział prezes Green Management, Irek Kuligowski – firma nie rozróżnia kadetów ze względu na narodowość – liczą się ich umiejętności

Oprócz zajęć praktycznych szkolenie objęło również wykład z prawa morskiego. Tutaj prowadzącą, w zaimprowizowanej na kapitańskim mostku salce wykładowej, była dr hab. Dorota Pyć, prof. UG z Wydziału Prawa i Administracji tej Uczelni. Miałem okazję zapytania o tematykę wykładu oraz jego cel. Jak mi powiedziała: „Wykład przeznaczony będzie dla przyszłych oficerów mechaników. Chcę im przekazać, w jaki sposób normy prawno-międzynarodowe z takich konwencji, jak: SOLAS (czyli o bezpieczeństwie życia na morzu), MARPOL (konwencja o zapobieganiu zanieczyszczaniu morza przez statki), STCW (konwencja o wymaganiach w zakresie wyszkolenia marynarzy, wydawania świadectw oraz pełnienia wacht) czy też MLC (konwencja o pracy na morzu z 2006 r.) – wpływają i oddziałują na ich postępowanie i zachowania. Chcę, aby wiedzieli, jakie obowiązki z tytułu tych umów międzynarodowych wynikają, co do których muszą się w swojej pracy zawodowej na statku wywiązywać. Nie będzie moim celem omówienie z jakich części i rozdziałów składają się konwencje. Chcę wyczulić ich na te regulacje, z niektórych konwencyjnych rozdziałów (konwencja SOLAS ma ich 14), dotyczących ochrony przeciwpożarowej, wykrywania pożarów, rozmieszczenia i rodzajów środków ratunkowych na statkach, wykonywania kodeksu ISM (kodeksu zarządzania bezpieczną eksploatacją statków). Omówię też szczególnie ostatnio ważne zagadnienia antyterrorystyczne z zakresu kodeksu ISPS (Międzynarodowy Kodeks Ochrony Statku i Obiektu Portowego – International Ship and Port Facility Security Code). W przypadku konwencji MARPOL – bardzo ważne przepisy, które powinni poznać, dotyczące zanieczyszczania morza olejami, planów zagrożenia olejowego, które muszą być na każdym statku oraz wzajemnej współpracy w tym względzie z innymi osobami na statku. STCW – muszą mieć świadomość, że prowadzone na statkach szkolenia wbrew pozorom wcale nie są zbyt częste, mając zasadnicze znaczenie przypominające o procedurach zachowania się, aby w razie potencjalnych zagrożeń umieć podjąć działania, zareagować na czas, a przede wszystkim umieć uniknąć ryzyka ich wystąpienia. Oczywiście w czasie przeznaczonym na ten wykład nie będę w stanie omówić dokładnie wszystkich tematów, niemniej zostaną wskazane źródła, muszą wiedzieć gdzie znaleźć takie przepisy, muszą mieć świadomość, że określone wymogi zachowania na statku wynikają z norm międzynarodowych, uzgodnionych na poziomie globalnym pomiędzy państwami. Przykładowo konwencja SOLAS osiągnęła status ratyfikacji na poziomie bliskim 100 procentom – co praktycznie oznacza, że cały świat pozostaje w jej zasięgu oddziaływania (podobnie MARPOL i STCW).” Pani profesor podkreśliła też, że wszelkie normy prawne zawarte w prawie morskim wywodzą się z praktyki – i w tym, że nie są sztuczne zawiera się ich siła. „Jest problem – trzeba go rozwiązać, jest potrzebne wprowadzenie jakiegoś standardu ujednoliconego, który będzie stosowany na ich statkach przez wszystkich szanujących się armatorów. Uzupełnieniem mojego wykładu będzie omówienie przepisów zalecanych przez Międzynarodową Organizację Pracy – ILO (wymienione wcześniej konwencje zostały wprowadzone pod auspicjami IMO – Międzynarodowej Organizacji Morskiej). Tutaj poruszę temat konwencji MLC (o pracy na morzu), wprowadzającej ujednolicenie standardów prawa pracy w wymiarze międzynarodowym, m.in. omówię kwestie dotyczące stawek zatrudnienia, spraw socjalnych.”

Wykład profesor Doroty Pyć zapowiedział opiekun grupy, kapitan ż. w. Cezary Łuczywek. Muszę tu dodać, że wybitny specjalista w dziedzinie określania przyczyn wypadków morskich, do niedawna Przewodniczący Komisji Badania Wypadków Morskich przy Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, legitymujący się tytułem Doktora Nauk Prawnych

Szkolenie zakończyło się w siedzibie organizatora, firmy Green Management Sp. z o. o., wręczeniem świadectw uczestnictwa kadetom. Niemniej jest to dopiero początkowy etap ich współpracy z firmą. Przed nimi jeszcze kilkumiesięczne szkolenia praktyczne podczas pracy na morzu – na stanowiskach kadeta, motorzysty i asystenta maszynowego na statkach firmy, aby później móc na bazie praktycznej, ubiegać się o dyplomy oficerskie czwartego, a następnie trzeciego mechanika. Dyplomy i epolety z mechaniczną śrubą wręczał prezes firmy, sam z wieloletnią praktyką morską i dyplomem Starszego Mechanika, Irek Kuligowski.

Spotkanie kończące ten etap szkolenia było też dobrą okazją do zadania kilku pytań prezesowi Green Management Sp. z o. o.

Panie prezesie, z tego co słyszę jesteście jedyną firmą prowadzącą takie szkolenia?

I to jest prawda, nie ma innej firmy, która robi coś podobnego. Wygląda na to, że zbytnio zakorzeniona jest wiara w tzw. papiery – jeżeli ktoś legitymuje się certyfikatami, to przyjmuje się, że jest wyszkolony.

Uczestnicy mówią, że roczny pobyt w szkołach nie dał im wiedzy, którą tu osiągnęli w pięć dni?

Kolejna prawda. Chłopaki płacą spore pieniądze za szkolenia, ale wychodzą niedouczeni. My mamy praktyczne podejście. Nie jest ważne kto jakim legitymuje się dokumentem, ale ważne czy da sobie radę. Chcemy mieć pewność, że każdy z nich będzie umiał się zachować w najbardziej krytycznej sytuacji w środku nocy i w złej pogodzie. Oprócz spraw związanych z bezpieczeństwem, oferujemy im przygotowanie do pracy w siłowni. W szkołach morskich nie wykłada się aspektów związanych z praktycznym wykonywaniem tej pracy. Symulatory, na których się uczą są bardzo dobre, jednak nie zastąpią wiedzy praktycznej. Trzeba wiedzieć, gdzie spojrzeć na zawór, rurę, pompę czy inne urządzenie. Każdy statek jest inny, jednak zawsze są cechy wspólne – choćby miejsce silnika głównego czy agregatów. Na jakim statku byśmy takiego szkolenia nie robili, zawsze damy możliwość uzmysłowienia sobie, jak to wygląda w rzeczywistości. Na rysunkach czy symulatorze tego się nie „wyłapie”.

A czemu to działanie służy?

Chcemy aby umieli działać w każdych warunkach pogodowych. Ale też chodzi nam o lojalność. Chcemy mieć kadrę złożoną z najlepszych. Nasi najlepsi kapitanowie czy starsi mechanicy zaczynali u nas pracę pięć, dziesięć lat temu. Dzisiaj pracują według naszych systemów, według naszego myślenia. Wprowadziliśmy własne standardy pracy. Norwegowie zawsze podchodzili bardzo liberalnie, prawa ludzkie szły czasem zbyt daleko, co skutkowało brakami w dyscyplinie, a to szczególnie wpływało na nieprawidłowości w tzw. watch keeping – trzymaniu wacht. Co prawda na tym szkoleniu tego nie robiliśmy, ale współpracuje z nami pani dietetyk. Przychodzi z odpowiednimi urządzeniami, pracownicy są mierzeni pod względem zawartości tłuszczu, wody, kości. Nasi marynarze często źle się odżywiają, staramy się im to uzmysłowić. Dajemy pięć posiłków dziennie, zostawiając co prawda swobodę ich przygotowania, jednak promujemy zdrowe odżywianie. Nie chcemy aby nasz mechanik spędzał czas w klimatyzowanym CMK (Centrali Manewrowo Kontrolnej), ale aby również sprawdzał bieżący stan i pracę urządzeń siłowni, gdzie temperatura jest wysoka i przebywanie wymaga zdrowia i odporności. O tym też rozmawiamy z naszymi kadetami, ale i pracującymi już u nas oficerami. Dla nich organizujemy szkolenia mające na celu wdrożenia naszej filozofii zarządzania statkami i kultury pracy. W toku naszych zmagań o jakość operacyjną statku, doszliśmy do wniosku, że szkolenia zewnętrzne (w postaci tzw. „crew conference” czy „work shop”) niewiele wnoszą – nie wiemy ile z wykładów kursanci zapamiętują. U nas każdy musi coś zrobić, aby wykazać skuteczność szkolenia i nie chować się za kolegami, jedynie udając przyswojenie wiedzy. Osiągamy dzięki naszym metodom bardzo dobre skutki operacyjne. Nasza flota nie jest młoda, średnia wieku to 25 lat, a jednak te statki chodzą i zarabiają.

Jaka jest ilość szkoleń w ciągu roku?

Na kadetów szkolimy raz w roku. Pokrywamy koszty (ok. 1 tys. dolarów na osobę), ale też celem jest pozostanie takich kandydatów w naszej firmie (po zeszłorocznym szkoleniu 80 % pracuje u nas), a poniesione koszty bezpośrednio przekładają się na oszczędności techniczne w eksploatacji statków. Dzisiaj na naszych statkach pracuje ok. 40 kadetów – nie tylko u nas przeszkolonych, zapewniamy też praktyki morskie innym adeptom zawodu mechanika.

Czy tak szkoleni kadeci podpisują jakieś zobowiązania do pracy u Was?

Nie. Nasza filozofia polega na stworzeniu przyjaznych warunków pracy – kadeci sami powinni chcieć później dla nas pracować i w tym kierunku idą nasze wysiłki.

W samej Gdyni jest więcej firm zarządzających statkami obcych właścicieli, czy i one myślą o takich szkoleniach?

Jest 17 tego rodzaju firm, w tym kilka pośredniczących w zatrudnianiu kadr. Jednak tylko nasza w tej chwili realizuje programy szkoleniowe. Myślę, że to jest zależne głównie od woli, chęci i zrozumienia takich potrzeb przez właścicieli. Wszystko przed nami.

Irek Kuligowski i prof. Dorota Pyć

Jak już wcześniej wspomniałem, sami kursanci wykazywali wielki entuzjazm i zadowolenie ze swojego uczestnictwa w szkoleniu, podkreślając ogrom i znaczenie zdobytej tu wiedzy, ale i też wyjątkowość takich działań wśród ich przyszłych pracodawców. Dlatego jestem zdania, że taka działalność powinna być powielana również w innych miejscach zatrudniających kadry morskie, a na pewno przyniesie to obopólną korzyść i wymierne rezultaty finansowe dla obu stron.

Tekst i zdjęcia: Cezary Spigarski