Tak się przyjemnie składa, że Jacht Klub Morski „NEPTUN” jest rówieśnikiem wspólnoty europejskiej. Razem świętujemy 60-lecie. Ale po kolei – skupmy się nad historią „Neptuna”, który powstał na fali chwilowej, popaździernikowej odwilży politycznej i społecznej, kiedy niepoprawni optymiści przez chwilę żyli złudzeniami, że można przywrócić niepodległość, demokrację i możliwość żeglowania gdzie się chce.

Nie byliśmy odosobnieni – w tym samym czasie w Polsce powstało lub reaktywowało działalność wiele jachtklubów. Powstał też pierwszy na Wybrzeżu i trzeci w kraju Gdański Klub Płetwonurków „Posejdon”. Dwaj antyczni bogowie morza im patronowali. Jachtklub Morski „Neptun” został powołany do życia w 1957 roku przy gdańskim, państwowym Przedsiębiorstwie Robót Czerpalnych (pogłębiarskich) i Podwodnych, w którym pracowali członkowie-założyciele.

Przypomnijmy ich nazwiska: Waldemar Rumiński (kierownik działu planowania), Andrzej Rutkowski (z-ca kierownika działu kadr – załogowy), Sławomir Pieniążek (kierownik działu finansowego), Kazimierz Byczkowski i Wiktor Kamil Kraszewski (kierownicy grupy robót), Ryszard Wasilewski (z-ca kierownika działu taboru), Jan Uliński (inspektor techniczny sprzętu nurkowego), Henryk Zamojski i Bogusław Kocoń (technolodzy), Zbigniew Zamojski (zaopatrzeniowiec), Erwin Schoenebeck i Marian Kobyliński (elektrycy). Krótko mówiąc – ludzie, którzy w przedsiębiorstwie coś znaczyli i … coś mogli ***).
Pisząc historię „Neptuna” zwróciłem się do PRCiP z prośbą o skany archiwalnych fotografii członków założycieli. Kilkumiesięczne starania spełzły jednak na niczym.

Leopold Schneider, „Gross Plehnendorf – Yachtclub Meteor Danzig”. Galeria Haus Hansestadt – Lubeka. Fotografia: Lech Parell

Lata 60-te. Komandor Waldemar Rumiński drugi z prawej. Czwarty od prawej – Jan Uliński

Pierwsze klubowe jachty morskie: „Jupiter” (I), „Santa Maria” (I), „Jaskółka” były jachtami poniemieckimi, odbudowanymi w warsztatach (kierownik – Sasinowski, mistrz Grzęda) przedsiębiorstwa przy znaczącym wkładzie pracy członków-założycieli „Neptuna”*). Dzięki ówczesnemu statusowi „klubu przyzakładowego” – „Neptun” przejął teren po zapleczu technicznym budowy prowadzonej przez PRCiP. I w tym momencie narodziła się, kultywowana do dziś klubowa idea: my sami dla siebie.

„Santa Maria” i „Nepomucena” grafika (Jerzy Kuliński)

Otwarcie sezonu 1989. Komandor Jerzy Maćkowiak przyjmuje raport o gotowości do rozpoczęcia ceremonii

„Neptun” jest jednym z nielicznych polskich jachtklubów, który dosłownie wszystkiego dorobił się inwencją, pracą i funduszami swych członków. Zwiedzając przystań „Neptuna” weźcie po uwagę że wszystko dookoła jest dziełem „neptunowców”. Nie omieszkajcie obejrzeć w Sali Kominkowej galerii portretów olejnych kolejnych Komandorów jachtklubu.

Od początku „Neptun” jest klubem „cruisingowym” , czyli jak to się dziś mówi – zrzesza „przyjemniaczków” , co nie przeszkadza w organizowaniu licznych regat towarzysko-rozrywkowych. Przeważnie na Rozlewisku Wisły Śmiałej.

W historii „Neptuna” zapisany jest krótkotrwały epizod „klubu międzyzakładowego”, kiedy to w latach 70-tych dołączyli do nas żeglarze klubu „Błękitni” (przyzakładowy jachtklub Stoczni „Wisła”) oraz sekcji żeglarskiej gdańskiego „Elektromontażu” . W tym samym czasie jachtklub „Neptun” powoli, systematycznie wprowadzał reorientację na jachting prywatny. Mówiliśmy – wchodził na kapitalistyczną ścieżkę rozwoju. Na terenie przystani wzniesiono „halę laminatów” , z której w niesłychanym tempie zaczęły wyjeżdżać kadłuby „Inek” , „Zosiek” , „Karolinek” , „Chochlików” , „Bonit” (czyli Carterów 30), „Haberków” i „Habrów” . Kolejne władze jachtklubu konsekwentnie sprzedawały jednostki klubowe (istne studnie bez dna klubowych funduszy). Jachty klubowe sprzedawano ich opiekunom, członkom klubu.

Słabły i tak nikłe kontakty z „zakładami opiekuńczymi”; na pożegnanie PRCiP zawłaszczyło flagowego „Opala”**) i w taki sposób „Neptun” w ocenie regionalnej delegatury PZŻ stał się w pełni „prywaciarskim jachtklubem”. W tamtych czasach słowo „prywaciarz” odczytywano jako inwektywę (tak jak – „badylarz”). Od początku swej działalności „Neptun” choć „przyzakładowy” – był klubem otwartym – po prostu jachtklubem gdańskim. Jest takim nadal, mimo że wielu członków mieszka np. w Warszawie. Warto wiedzieć, że to „Neptun” był wydawcą pierwszej polskiej locyjki żeglarskiej („Zalew Wiślany”).

Zatoczka „Neptuna” – przystań klubowa

Przełom ustrojowy po roku 1989 zastał „NEPTUNA” w doskonałej kondycji. Wtedy, gdy cały dotychczasowy porządek (tzn. nieporządek) i majątki państwowych, społecznych, uczelnianych jachtklubów szły w gruzy – „Neptun” budował nową keję i to poszytą dębowymi deskami, przykręcanymi do konstrukcji nośnej mosiężnymi wkrętami. Kiedy syndyk sąsiedzkiej Stoczni „Wisła” sprzedawał mienie bankruta – Jachtklub Morski „Neptun” stanął do przetargu, wygrał i kupił „cypelek”.

Przystań „Neptuna” z lotu ptaka

Jachtklub Morski „Neptun” jako zespół oraz poszczególni jego członkowie mogą pochwalić się wieloma osiągnięciami wspaniałych rejsów i innych dokonań nagradzanych w konkursach „Rejs Roku” , „Conrady” , „Teligi” , „Przyjaznego Brzegu” i innymi. Jachtklub „Neptun” jest członkiem-założycielem Gdańskiej Federacji Żeglarskiej, nie należy do struktur PZŻ, udziela gościny Stowarzyszeniu Armatorów Jachtowych. SAJ ma w „Neptunie” silne oparcie. W „Neptunie” bogatą kapitańską karierę rozpoczął Mieczysław Leśniak. Macierzystą przystanią serii jachtów „Milagro” była zatoczka „Neptuna”. Warto wspomnieć ciekawostkę, że jeszcze za czasów ponurego peerelu flotylla jachtów „Neptuna” dokonała ekwilibrystycznej sztuki dotarcia do Bałtijska i nabrzeża przedmieścia Kaliningradu – Swietłyj.

„Neptun” opiekował się oznakowaniem nawigacyjnym wejścia na Wisłę Śmiałą

Bez przesady – filarami, opoką „Neptuna” była i jest kadra ludzi zaangażowanych, ofiarnych, pracowitych takich, jak: Henryk Brylski, Jerzy Maćkowiak, Andrzej Chabrowski, Andrzej i Jan Dziewulscy, Eugeniusz Ziółkowski, Albin Górski, Wojciech Kęsicki, Krzysztof Maćkowiak, Ryszard Lewandowski, Jacek Polański, Wojciech Knapik i wielu, wielu innych. W roku jubileuszowym 2017 Jachtklub Morski „Neptun” zrzesza 120 członków, jest portem macierzystym 90 jachtów (wszystkie prywatne). Przystań klubowa oferuje wszystkie niezbędne urządzenia i instalacje, nie wyłączając bezpłatnego dostępu do Internetu. W klubie funkcjonują renomowane warsztaty szkutnicze i silnikowy, a także biblioteka żeglarska. Infrastruktura techniczna przystani jest wszechstronna: innowacyjnej konstrukcji wyciąg jachtowy (jachty są opuszczane i wyciągane z wody w pozycji poziomej), bramownice do podnoszenia jachtów, kanał rewizyjny do czyszczenia i malowania mieczy, wózki podjachtowe z pojazdem holującym itp. To wszystko pomysły i realizacje V-Komandora klubu Henryka Brylskiego (zajrzyj tu – kliknij).

W życiu poznałem wiele jachtklubów i odwiedziłem mnóstwo przystani klubowych. Chciałbym z całą mocą oświadczyć, że wśród samodzielnych, armatorskich jachtklubów oceniam „Neptuna” jako najlepiej zorganizowany, najsprawniej zarządzany i funkcjonujący jachtklub w Polsce. Nawet te najlepsze, o ponad stuletnich tradycjach zachodnioeuropejskie mogą się od „Neptuna” tego i owego nauczyć. Przede wszystkim – samodzielności, nie wyciągania rąk o dofinansowania czy sponsoring.

Jedna z innowacyjnych konstrukcji przystaniowych – slip poziomy

2 kwietnia 2017 „Neptun” miał swoje Walne Sprawozdawczo-Wyborcze Zgromadzenie. Podsumowanie kadencji, wybory, nowe plany, celebrowanie Jubileuszu 60-lecia. Moje najserdeczniejsze życzenia, gratulacje i przestroga – nigdy więcej nie zamieniajcie siekierki na kijek.

————————

Adres: ul. Przełom 10, Gdańsk Górki Zachodnie 80-643. Telefon 058 307 09 27, e-mail: info@jkm-neptun.com.pl

 

Wszystkie informacje, w tym cennik postoju jachtów gości na witrynie – kliknij tu

Z A P R A S Z A M Y – W E L C O M E – W I L K O M E N – B I E N V E N I D O S !

Żyjcie wiecznie!
Don Jorge, który 60 lat temu wyglądał tak (to ten po prawej – Jerzy Kuliński):

————————

*) JKM „Neptun” był armatorem 2 jachtów o nazwie „Jupiter” i 3 jachtów o nazwie „Santa Maria”
**) „Neptun” nieopatrznie w drodze dżentelmeńskiego porozumienia przekazał „Jupitera” przedsiębiorstwu, aby firma miała formalny tytuł do opłacania ubezpieczenia. Jak przyszło co do czego, to firma jachtu nie oddała – sprzedając go za bezcen niemieckiemu taksówkarzowi (dewizy, dewizy !).
***) W jachtklubie „Neptun” pojawiłem się dopiero w kwietniu 1962 roku. W międzyczasie od 1957 roku zajmowałem się zakładaniem i rozruchem wspomnianego powyżej Gdańskiego Klubu Płetwonurków „Posejdon”