W związku z poważną awarią takielunku (sztag główny i sztag wewnętrzny) i nadal pogarszającymi się warunkami na oceanie kapitan Andrzej Kopytko podjął decyzję o powrocie do brytyjskiego portu Plymouth.

Pomimo podjętych prób napraw dalsza żegluga i nieuchronne na tym akwenie sztormy sprowadziłyby na jacht s/y Opole i jego kapitana ogromne niebezpieczeństwo, dlatego ta niezwykle trudna dla Andrzeja decyzja musiała być podjęta w oparciu o rozsądek i priorytet bezpieczeństwa. Nasi koledzy w Plytmouth są już poinformowani i pomogą kapitanowi na miejscu. Poniżej oświadczenie kapitana otrzymane drogą satelitarną. (Krystian Szypka)

Przyznam, że piszę to ze łzami w oczach ale po nieprzespanej nocy i porannej walce na decku podjąłem decyzję o powrocie do Plymouth Ok 5.30 UTC obudził mnie łomot i wyrzuciło mnie z koi. Jachtem rzucało na boki w nieprawdopodobnie wielkim rozkołysie aż ciężko było wyjść z kabiny. Przerażony zobaczyłem dyndający, zerwany sztag wewnętrzny oraz bardzo niebezpiecznie uszkodzony sztag główny i niebezpiecznie łopoczący, częściowo wleczony w wodzie żagiel sztormowy.

Zachowanie masztu (nienaturalne odchylenia) też wydało mi się bardzo niepokojące. Nie wiem co się stało, być może jacht na skutek chwilowej utraty kontroli ustawił się bokiem do fali i trafił pechowo na jedną z bardziej rozbudowanych fal (takich jest z każdym dniem coraz więcej w związku ze zbliżającym się niżem).

Zabrałem się za naprawy ale nadszedł czas na rozsądek: jestem dopiero w piątej dobie wyścigu, przede mną najgorsze oblicze oceanu i 3 tygodnie żeglugi, a jacht właśnie został bardzo mocno osłabiony, co czyni moją sytuację skrajnie niebezpieczną. Zbliża się potężny niż, którego po prostu możemy nie przetrwać w żegludze pod wiatr – a tylko taka wchodzi w grę…

Nie mam już możliwości postawienia foka sztormowego, a zarazem ciężko mi określić stopień uszkodzenia sztagu, zatem sztormowanie na zredukowanym foku głównym też nie wchodzi w grę.

Dlatego pomimo wewnętrznej chęci kontynuowania wyścigu muszę zrezygnować i wycofać się do Plymouth, by po naprawach jachtu zdecydować co dalej. Jedno jest pewne, pomimo tak niefortunnego zakończenia mojego pierwszego OSTAR nie poddam się i nie zmarnuję poświęconych na to żeglarskie marzenie 3 lat, i w końcu dopnę swego celu.

Dziękuję wszystkim, którzy mnie wsparli i kibicowali, przepraszam jeśli Was zawiodłem i liczę na Waszą wyrozumiałość.

Andrzej Kopytko z pokładu s/y „OPOLE”

Zdjęcia: materiały prasowe OceanTeam, Cezary Spigarski