W miniony piątek, 7 kwietnia 2017 roku na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni pożegnano zmarłego cztery dni wcześniej, inż. Adama Ludwika Stróżyka. Absolwenta Wydziału Obsługi Maszyn Okrętowych Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni w roku 1972, długoletniego pracownika Polskiej Żeglugi Morskiej i armatorów obcych, twórczego i pełnego energii, pełniącego wielokrotnie zaszczytne funkcje przewodniczącego Rady Głównej i Rady Oddziału Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich w Gdyni, ale też aktualnego przewodniczącego Rady Konsultacyjnej Stowarzyszeń Morskich i delegata ministra (nominację otrzymał kilka miesięcy temu, będąc wcześniej ławnikiem) przy Odwoławczej Izbie Morskiej.

Adam Stróżyk – podczas tradycyjnego spotkania opłatkowego, 17 grudnia 2015 roku

Adam Stróżyk urodził 27 kwietnia 1950 roku w Gdyni. Tu ukończył szkołę podstawową, w latach 1964-1969 uczęszczał do Technikum Chłodniczego, a po odebraniu świadectwa maturalnego został słuchaczem Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. Absolwentem uczelni stał się w roku 1972, niewiele później znalazł zatrudnienie w Polskiej Żegludze Morskiej, na statkach szczecińskiego armatora zdobywając doświadczenie, kolejne certyfikaty i promocje. Zaczynał od stanowiska praktykanta (młodszego motorzysty) na drobnicowcu „Krutynia”, potem pełnił funkcje oficerskie na masowcach „Stoczniowiec”, „Jedność Robotnicza”, „Chemik”, „Ziemia Lubuska”, „Sławno”, „Manifest Lipcowy”, „Janusz Kusociński”, „Tarnobrzeg”, „Profesor K. Bohdanowicz”, „Sokolica”, „Czantoria” i „Zawrat”, 13 czerwca 1986 roku uzyskując dyplom oficera mechanika okrętowego pierwszej klasy. Chiefowski awans odebrał dwa lata później wraz z musterolą na m/t „Siarkopol”, ale już w roku 1990 podjął pracę u armatorów obcych. Najpierw na motorowcach „Combi Sailor” i „Sea Lord”, później – po dwuletniej przerwie, kiedy powrócił do PŻM-u, okrętując w gdyńskim Zakładzie Zbiornikowców na „Zagłębie Siarkowe” i „Profesora K. Bohdanowicza” – obejmował kierownictwo siłowni kolejnych jednostek różnych bander. Pośród nich odnotować można: „Chateaulin Bolivar”, „Queen King”, „Progress”, „Tundra Princess”, „Tundra Queen”, „Cuenca”, „Louis Pasteur”, „Pierre Doux”, „Salerno”, „Elbe Max”, „Hainan Baosha”, „Puma Max” i „Ostende Max”. Swą aktywność zawodową na morzu zakończył w roku 2014, kontynuując ją na lądzie w norweskiej spółce Green Management i Studium Doskonalenia Kadr Akademii Morskiej w Gdyni.

Inż. Adam Stróżyk prezentował też przekonania społecznika. W roku 1980 był przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność gdyńskiego Oddziału Polskiej Żeglugi Morskiej, a 5 maja 2007 roku przejął z rąk inż. Mariana Przyklanga godność przewodniczącego Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich, z dużym oddaniem służąc wspólnocie tej grupy zawodowej. Jego pracę uhonorowano Srebrnym Krzyżem Zasługi, a postawę człowieka morza medalem „Za ofiarność i odwagę”.

Jak mówili i przypominali Jego bliscy, był zawsze przyjazny światu i otaczającym Go ludziom. Robił to, co kochał…

Jak przystało na człowieka sercem i duchem oddanego morzu – podczas uroczystości pogrzebowych nie mogło zabraknąć pocztów sztandarowych: akademickich i stowarzyszeń morskich

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęło nabożeństwo żałobne, które celebrował europejski kapelan i wielki przyjaciel Ludzi Morza, ks. Edward Pracz, odprawiono w kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka w Gdyni przy ul. Portowej. Po zakończeniu liturgii, w której uczestniczyli najbliżsi oraz koledzy i przyjaciele Zmarłego, a która odbywała się w asyście poznaczonych kirem pocztów sztandarowych Duszpasterstwa Ludzi Morza, Akademii Morskiej w Gdyni, Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej, Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich i Stowarzyszenia Elektryków Okrętowych doczesne szczątki Adama odprowadzono na Cmentarz Witomiński.

Tu po modlitwach nad mogiłą, które poprowadził ks. Edward, wygłoszono krótkie przemowy, ujmująco żegnając i wspominając tego, którego będzie nam zapewne brakowało.

Żegnamy Cię, Adamie. Odpływasz w swój rejs, ostatni rejs – mówił wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich inż. Lechosław Bar. – W tej podróży nie będą już niepokoić Cię sztormy i burze, będziesz płynął po niebiańskich falach, tam nie doznasz maszynowych kłopotów, usterek i awarii. Płyń zatem do portu, który zwie się Zbawienie i czekaj tam na nas wszystkich. Bo każdy z tu obecnych kiedyś tam dołączy. Cześć Twojej pamięci, żegnaj!

Niezwykle trudno jest znaleźć odpowiednie słowa w obliczu majestatu śmierci – powiedział z kolei dr inż. Zbigniew Łosiewicz, przewodniczący Rady Głównej, reprezentujący środowisko szczecińskie Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich. – Tu takich dobrych, serdecznych i ciepłych słów padło niemało. Mogę więc tylko dodać, że w imieniu wszystkich członków Stowarzyszenia pragniemy się z Tobą pożegnać. Zostawiłeś tu żonę, dzieci, ludzi, dla których byłeś autorytetem w zawodzie. Pozostawiłeś też wielu przyjaciół. Wierzę, że zobaczymy Cię w Domu Ojca, gdzie Ty już jesteś. Panowie Oficerowie, baczność! Żegnaj, Adamie, Przyjacielu…

Bogusiu, Agnieszko, Marcinie, droga Rodzino, drodzy zebrani… – zaczął przewodniczący Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej dr inż. Andrzej Królikowski. – Czasami śmierć niczym nieproszony gość puka do naszych drzwi, gasi życie, sprawia, że pozostaje pustka, ogrom cierpienia i żal. Członkowie naszego Stowarzyszenia z bezmiarem smutku żegnają naszego świętej pamięci Kolegę, Przyjaciela, przewodniczącego Stowarzyszenia Starszych Mechaników Morskich. Jest mi niebywale ciężko mówić o człowieku, który reprezentował sobą uosobienie szeroko rozumianego dobra i dobrem tym potrafił dzielić się z innymi. Zawsze emanował pogodą, był uśmiechnięty, pełen godności i dobrych manier, życzliwy i otwarty na innego człowieka. Łączył w sobie wiele cech charakteru, którymi potrafił ujmować wszystkich. Był jednym z nas. Oddany swoim najbliższym, wymagający od siebie i innych, sprawiedliwy w ocenach. Swoje zaangażowanie na morzu i lądzie, kiedy choroba uniemożliwiła mu realizację morskich aspiracji, obrazował wiernością zasadom i prawdom idei Polski Morskiej. Pojawiał się zawsze tam, gdzie go potrzebowano. Adamie, dziękuję, że byłeś z nami. Cytując w tym miejscu Kamila Cypriana Norwida, który twierdził, że „Człowiek wielkiego serca nie może minąć się z Kalwarią”, chcę też dopowiedzieć, że Twoja wieloletnia, mężna walka z chorobą, była tego dobitnym i przekonującym dowodem.

Stowarzyszenie Kapitanów Żeglugi Wielkiej żegna Cię wierszem nieżyjącego kapitana Andrzeja Liszegi, zapraszając zarazem do podróży po Niebiańskich Oceanach:

Gdy serce bić już przestaje, zmęczone oczy zawodzą

Ludzie Morza nie umierają, na Wieczną Wachtę odchodzą

Podróżując bez przeszkód po bezkresnym niebie

Nie czują się tam obco, są bowiem wciąż u siebie.

Wieczna Wachta, na którą się udajesz – kontynuował kapitan Królikowski – niech zatem będzie spełnieniem Twoich ziemskich marzeń. Niech tę dzisiejszą zmianę statusu pełnionej przez Ciebie służby oznajmi dźwięk kapitańskiego dzwonu ceremonialnego, którego każdy z czterech podwójnych „klangów” oznacza i uwierzytelnia, że byłeś wierny banderze Rzeczpospolitej, znałeś doskonale swój fach, okazałeś się niezawodnym kolegą i prawym człowiekiem. Końcowy pojedynczy „klang” odtwarza nasz żal po utracie Kolegi i ostatnie z nim pożegnanie, tu na gdyńskiej ziemi.

Człowiek odchodzi, ale pamięć zostaje. Niechaj w pamięci pozostanie więc postać Adama i ta biało-czerwona bandera, pod którą pływał rozsławiając imię Polski po morzach i oceanach świata. W imieniu Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej, Rady Konsultacyjnej Stowarzyszeń Morskich i swoim własnym chcę złożyć głębokie wyrazy współczucia Tobie Bogusiu, Agnieszko i Marcinie. Żegnaj, Adamie. Pozostaniesz w naszej pamięci i modlitwie.

Krótką, bardzo osobistą orację wygłosił też Bolesław Grzemski, przewodniczący Stowarzyszenia Elektryków Okrętowych, ewokując wspomnienia z czasów wspólnej pracy u szczecińskiego armatora. Działalności na różnych płaszczyznach, w różnych latach, ale zawsze przykładnie zgodnej i przywoływanej przez lata.

I za ową tolerancję, aprobatę odmienności innych, za to Ci, Adamie, dziękuję. Spoczywaj w spokoju, bo na to bez reszty zasłużyłeś … – zakończył.

Wolą Ojca było – oświadczył syn Zmarłego, Marcin, wyrażając słowa podzięki wszystkim za uczestnictwo w ceremonii żałobnej – aby środki przeznaczone na kwiaty i stypę, przekazać na hospicjum. Bardzo cierpiał w ostatnich dniach, ale często starał się obdarzać nas uśmiechem. Darujmy więc trochę uśmiechu tym, którzy są już w drodze do Boga.

Ryszard Leszczyński

St. oficer mechanik

Zdjęcia: Cezary Spigarski