28 kwietnia br. o godz. 15.00, doszło do spotkania przed bramą Stoczni Remontowej Nauta S.A. prezesa jej zarządu Sławomira Latosa z dziennikarzami.

Zapowiadając oświadczenie głównodowodzącego stocznią, jej rzecznik prasowa Anna Maria Bulman powiedziała, że praktycznie nie ma nowych ustaleń (poza funkcjonującym od rana komunikatem stoczniowym) w związku z przykrym wydarzeniem, które tę stocznię spotkało w dniu wczorajszym.

Jak zapewnił prezes Latos, sytuacja wokół Doku nr 1 jest w pełni opanowana, przez całą noc trwały badania dna prowadzone przez pojazd podwodny, trwające dalej. Zostanie opracowana technologia, jak się wyraził „przywrócenia stanu początkowego”. Jak stwierdził, jeszcze jest za wcześnie aby mówić o przyczynach zdarzenia, działają specjalnie powołane komisje, opracowujące podniesienie doku i statku. Wyraził specjalne podziękowania dla wszystkich służb, które brały i biorą udział w całej akcji. Napływają deklaracje wsparcia od wielu firm, za co również dziękował.

Prezes odpowiadał też na zadawane pytania, jednak nie na wszystkie możliwe i znane są odpowiedzi.

Kiedy możliwe jest ustalenie przyczyn?

Na ten moment ciężko jest odpowiedzieć, musimy opracować technologię. Działają, niezależnie od siebie cztery zespoły. Każdy z nich będzie opracowywał metodę podniesienia statku i doku. Kiedy metoda będzie znana i zatwierdzona – dopiero wtedy będzie można mówić o ustaleniu przyczyn.

Padło pytanie w sprawie dość niezrozumiałego stanu położenia obu jednostek – zarówno dok, jak i statek sprawiają wrażenie przymocowanych do siebie – nie widać przesunięcia kadłuba względem doku.

Na to pytanie nie ma teraz dobrej odpowiedzi. Teoretycznych powodów takiego stanu może być tyle, że nie jestem ich teraz w stanie wymienić.

Czy to prawda, że wiek tego doku może sięgać nawet lat trzydziestych minionego stulecia?

Dok posiadał wszelkie dokumenty uprawniające go do pracy – jego wiek nie powinien tu być przyczyną. Dok ma ponad czterdzieści lat.

Na pytanie czy statek miał w momencie przechyłu swoją pływalność – również nie da się teraz odpowiedzieć. Oczywiście prezes potwierdził, że stocznia jest ubezpieczona. Natomiast, odpowiadając na kolejne pytanie dotyczące strat i kosztów, mówił, że będą one znane dopiero po wszystkich badaniach oraz podniesieniu doku i statku. Prezes powiedział też (praktycznie w Polsce nie ma doświadczeń z takimi sytuacjami), że zlecono opracowanie operacji wyspecjalizowanym firmom – z Holandii i Niemiec, mającym doświadczenia przy tego typu zdarzeniach, m.in. poproszono firmę, która brała udział przy podnoszeniu statku pasażerskiego „Costa Concordia”. Prezes stwierdził też, ucinając spekulacje, że statek był remontowany (w sensie swoich gabarytów) w odpowiednim dla niego doku. Nie mógł też odpowiedzieć, czy statek wraz z dokiem mają już stabilną pozycję i osiadły na dnie – cały czas prowadzone są badania i dna basenu, i doku, i kadłuba statku – w stoczni też oczekuje się cierpliwie na końcowe raporty. Jak powiedział, statek był na typowym remoncie klasowym, niczym nie odbiegającym od innych remontów tego typu, miał spędzić w stoczni jeszcze ok. trzech tygodni. Na pewno opóźni się wszystko związane z tym kontraktem, a przed stocznią jeszcze jego renegocjacje.

Na koniec jeszcze prezes doprecyzował, że pracują obecnie dwa zespoły stoczniowe i oprócz nich jeszcze cztery firmy, pracujące na zlecenie stoczni. Wybrana zostanie najlepsza z proponowanych metod podniesienia jednostek.

Tekst i zdjęcia: Cezary Spigarski