Wydział Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej jeszcze do niedawna uważany na tej Uczelni za „flagowy”, kształcący kadrę inżynierską dla przemysłu budującego statki – dla stoczni, biur projektowych, instytucji naukowo – badawczych, firm kooperujących ze stoczniami, a także dla przemysłu jachtowego. Wydział, którego polskie początki sięgają 24 maja 1945 r., kiedy to dekretem Krajowej Rady Narodowej powołano Politechnikę Gdańską, jako polską państwową szkołę akademicką. Wówczas wśród czterech pierwszych tu powstających znalazł się Wydział Budowy Okrętów, przekształcony w roku 1969 w Instytut Okrętowy, a pod znaną obecnie nazwą funkcjonujący od roku 1990. Wśród jego pierwszych organizatorów i twórców dzisiejszego wizerunku znaleźli się tacy profesorowie, jak: Aleksander Rylke (został pierwszym dziekanem), Hilary Sipowicz, Aleksander Potyrała, Robert Szewalski, Janusz Staliński, Józef Kaźmierczak i Jerzy Wojciech Doerffer. Zawsze podkreśla się tu ciągłość związków i tradycji kształcenia z powstałą 1 października 1904 r. Danziger Technische Hochschule. Jej absolwentem w okresie międzywojennym był profesor Aleksander Potyrała (w 1926 r.), swoje kształcenie w roku 1936 rozpoczął tu profesor Doerffer (Wydział Okrętowo-Lotniczy), w okresie wojennym kończąc Uniwersytet w Glasgow (1942 r.), aby w roku 1950 uzyskać drugi swój dyplom – już na Wydziale Budowy Okrętów. Od 1945 r. wydział wypromował ponad 8200 mgr inż. i inż., od 1950 r. – 252 doktorów nauk technicznych, a od 1961 r. – 49 doktorów habilitowanych.

Front budynku Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa

Kilkanaście dni temu miałem możliwość i okazję do rozmowy z dziekanem Wydziału OiO PG, dr. hab. inż. Januszem Kozakiem, prof. nadzw. PG, któremu właśnie przypada piąty już rok sprawowania najważniejszej na Wydziale funkcji kierowniczej – Dziekana.

Rozpoczęliśmy rozmowę od tematu dotyczącego nowego sposobu nauczania, rozwijanego od kilku lat na Wydziale. Jak powiedział mi dziekan Janusz Kozak: „Koncepcja, którą rozwijamy trafiła do nas ze Szwecji, w skrócie CDIO (Conceive – Design – Implement – Operate), czyli uczenie przez projektowanie, co oznacza: Wymyśl problem (wyobraź go sobie) – Zaprojektuj rozwiązanie – Skonstruuj, sprawdź jak działa w praktyce – Oceń swoje rozwiązanie i wyciągnij wnioski. Wprowadzenie tej filozofii nauczania wiązało się m.in. z zarzutami z przemysłu (uważam – częściowo słusznymi), że nasi absolwenci nie potrafią działać zespołowo, są indywidualistami. Praca stoczniowa czy projektowa polega na działaniu wspólnym, co prawda na wykonywaniu oddzielnych zadań, jednak ich finał musi być spójny (…) Dlatego rozpoczęliśmy od wprowadzenie projektu „Inżynier Przyszłości”, co wiązało się najpierw z budową odpowiedniej infrastruktury, mogącej taką naukę efektywnie wspomagać. Na kilku wydziałach naszej Uczelni powstało parę nowych obiektów. Na Wydziale OiO zbudowaliśmy basen modelowy (otwarcie miało miejsce w listopadzie 2015 r. – dop. red.). Oprócz basenu również modelarnię i zaplecze magazynowe, a piętro wyżej powstały nowoczesne, wyposażone w sprzęt komputerowy i multimedia laboratoria. Także od nowa (po rozbiórce starego) powstało całkowicie zmodernizowane laboratorium mechaniczne – napędów i urządzeń. (…) Program budowy infrastruktury związany z projektem „Inżynier Przyszłości” zakończył się praktycznie w momencie oddania do użytku basenu modelowego. Jednak, aby wpłynęły na ten cel środki finansowe, musieliśmy najpierw zobowiązać się do „dotrzymania wskaźników” i pokazać projekty – oznaczało to, że liczba studentów, którzy zostaną „przepuszczeni” przez ten zbiorowy projekt i będą zdobywać wiedzę, której do tej pory nie przekazywano – osiągnie odpowiedni wskaźnik. Teraz my pilnujemy, aby liczba studentów korzystających z tych nowo zbudowanych obiektów była zgodna z naszą wstępną deklaracją.”

19 listopada 2015 roku – moment przecięcia wstęgi i otwarcia Basenu Modelowego. Od lewej: prof. Edmund Wittbrodt (Senator RP), prof. Henryk Krawczyk (Rektor PG w dwóch kadencjach 2008-2012 i 2012-2016), dr hab. inż. Marek Dzida, prof. nadzw. PG (Prorektor ds. kształcenia i dydaktyki) oraz Dziekan OiO dr hab. inż. Janusz Kozak, prof. nadzw. PG

Uzupełniając wypowiedź profesora Kozaka należy dodać, że cały kompleks zaplecza laboratoryjnego, umożliwiający jednoczesne nauczanie 154 studentów, stanowią:

  • Laboratorium Hydromechaniki – Basen Modelowy i Modelarnia;
  • Laboratorium Hydromechaniki i Hydroakustyki (komputerowe);
  • Laboratorium Emisji Akustycznej;
  • Laboratorium Automatyki i Robotyki (komputerowe);
  • Laboratorium – Pracownia Bezpieczeństwa, Niezawodności i Diagnostyki (komputerowe);
  • Laboratorium Paliw i Smarów;
  • Laboratorium – Pracownia Fizyki.

Zapytałem: „Filozofia CDIO – czy to działa”? „Działa. Ja sam prowadzę trzy różne zajęcia pod tytułem „projekt zbiorowy”. Studenci budują grupę, muszą się sami podzielić zadaniami, muszą wyłonić lidera, dostają zadanie typu: masz dokumentację statku, znajdź stocznię – ale rzeczywistą, zdobądź jej dane i napisz technologię, jak zbudować ten statek w tej stoczni (jak go podzielić na kawałki, jaki będzie transport, procedury jakości, gdzie zbudować i jak go zwodować itd.) i na końcu zasada jest taka, że muszą swój projekt przede mną obronić i zachęcić mnie do jego zakupu.

Chciałem się jeszcze dowiedzieć, czy kadra naukowa podąża zgodnie z tą nową tendencją nauczania na Wydziale. „Jak to w życiu – część idzie z duchem czasu i wyprzedza nawet potrzeby, a inni trochę w ogonie – średnią mamy dobrą – nie ma wyjścia – nazwę i zakres nauczania w danym przedmiocie tworzy komisja wydziałowa, słuchamy też opinii studentów. Prowadzący zajęcia może to robić gorzej lub lepiej – prowadzimy hospitacje i pilnujemy, aby to jednak było lepiej.” Nieco później, podczas rozmowy dziekan jeszcze dodał ciekawą refleksję: „Władze uczelni chcą redukować kadrę nie publikującą, nie podążającą ścieżką naukową. Chodzi o pracowników będących wykładowcami, ale nie mających we właściwym czasie zrobionych doktoratów czy habilitacji. „Biję się” o zrozumienie sytuacji, w której np. jeden z naszych wykładowców, pracując równolegle w Polskim Rejestrze Statków, nie ma nawet kiedy pomyśleć o habilitacji, a ja nie znajdę innego człowieka, który mógłby uczyć wytrzymałości materiałów lepiej niż on – bo takiego człowieka nie ma. Mamy też emerytów – profesorów, którzy nie prowadzą badań naukowych, ale potrafią za to bardzo dobrze nauczyć zawodu…” Jak mówi dziekan Janusz Kozak – chodzi o zrozumienie…

Wydział niegdyś politechniczny „flagowy” – jak jest dzisiaj? „Ta flagowość była dawno temu, tutaj byli ludzie, którzy odbudowywali z gruzów nasz przemysł okrętowy, po 1945 roku Polska potrzebowała statków. Ci ludzie, wykształceni przed wojną budowali ten przemysł, jednocześnie budując podstawy tej edukacji, sprzyjała polityka prowadzona przez państwo – przemysł był flagowy, to i wydział był flagowy. W tej chwili podejście do szkół wyższych, ministerialne, w ustawie o szkolnictwie wyższym kładzie nacisk na naukowość. My nie jesteśmy wydziałem czysto naukowym – jesteśmy wydziałem inżynierskim, przygotowującym ludzi bezpośrednio do budowy obiektów. Przykładowo radykalnie różnimy się od Wydziału Chemii, a jesteśmy tak samo oceniani. Narzucenie uczelniom deklaracji, czy mają być badawcze, naukowo-badawcze, czy techniczne – komplikuje nam działalność, przeszkadza niestabilność nowych praw, które dopiero powstają, a jednocześnie ocenia się nas względem wyników naukowych (tutaj są różne rzeczy – publikacyjność, kadra i jej awanse, habilitacje itd.). My jesteśmy takim trudnym wydziałem – trzeba robić projekty, konieczna jest praktyka – trzeba ubrudzić sobie ręce, a później wybrać pracę, gdzie dalej ręce nie zawsze pozostają czyste – dla dzisiejszych absolwentów to jest często nie do pogodzenia, większość oczekuje pracy przy komputerze… (…) Jeśli chodzi o rolę sztandarową, flagową Wydziału – uważam, że powinien nim być – jesteśmy jedynym w skali kraju o takim spektrum kształcenia. Dodatkowo musimy radzić sobie z nową dzisiaj kwestią. Dostajemy z ministerstwa tzw. dotacje dydaktyczne. W tym roku zmieniono znienacka reguły finansowe. Kluczową rolę zaczął grać wskaźnik liczby studentów przypadających na jednego nauczyciela. Ministerstwo przyjęło liczbę 13-stu jako optymalną. Dofinansowanie gwałtownie leci w dół w przypadku zwiększania się tej liczby, a my w zeszłym roku mieliśmy 21 studentów na jednego nauczyciela. Odczuliśmy to już ubytkiem sporej ilości pieniędzy. Będziemy redukować ilość przyjęć – poprzez zmianę punktów minimalnych. Do tej pory minimalnym wymaganiem było 20 punktów maturalnych, zeszłego roku podnieśliśmy do 30, a obecnie będzie 40. W efekcie już obserwujemy większy odsetek kończących studia… Jednak taki sposób przydzielania dotacji dydaktycznych jest dość skomplikowany – jeśli my np. podniesiemy wskaźniki, a inne uczelnie podniosą je wyżej – to i tak dostaniemy mniej pieniędzy – uważam, że krzywdzi to uczelnie techniczne. W naszej branży nie ma bezrobocia – ilu ludzi wykształcimy – tylu znajduje pracę. Obawiam się, że ten system rozdzielania dotacji może nas niedługo bardzo „zdołować”, a przecież musimy mieć z czego naszą kadrę utrzymać. Zresztą większość uczelni technicznych w kraju ma podobne problemy ze zbyt dużą ilością studentów na jednego wykładowcę. Do tego wszystkiego nie jest to jeszcze stabilne prawnie…

No właśnie, naturalnym krokiem dalszym w naszej rozmowie stała się sprawa potrzeb naszego przemysłu, który jak potwierdził dziekan – wchłania wszystkich absolwentów. Zapytałem na jaką pomoc z jego strony Wydział może liczyć? „Przemysł jest zainteresowany dostać absolwenta, przy czym bardzo często krytykuje, twierdząc że absolwent wielu rzeczy nie potrafi, a nie zastanawiając się nad tym, że inny zakład potrzebuje zupełnie innych umiejętności od absolwenta. Nasz sposób nauczania mówi, że nie da się nauczyć przykładowo siedmiu programów do projektowania (bo akurat tylu używa się na rynku) – uczymy filozofii pracy i projektowania na przykładzie wybranego programu. Nikt nie przygotuje człowieka na tyle, aby zaraz po ukończeniu studiów wdrażał się do pracy w danym miejscu i był tak samo dobry, jak inny pracownik z dwudziestoletnim już stażem… Natomiast nie ma takiej współpracy z przemysłem metalowym w sensie pytań co potrzebujecie, czy w jaki sposób możemy Wam pomóc – raczej ogranicza się ona do udostępniania miejsc na praktyki… Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiele takich zachowań wiąże się trudną sytuacją własną naszych stoczni – mało zamówień, problemy opóźnień produkcyjnych, wszystko robione na wczoraj…

Pierwszym zwiastunem wprowadzania nowego sposobu nauczania było podpisanie w roku 2013 porozumienia z Polską Izbą Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych – POLBOAT. Siłą rzeczy nasza rozmowa zeszła na współpracę z przemysłem jachtowym.

6 czerwca 2013 roku – podpisanie umowy, z lewej profesor Henryk Krawczyk oraz prezes Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych – POLBOAT, Sebastian Nietupski

Podpisaliśmy umowę o tej współpracy, która działa lepiej niż z dużymi stoczniami. Są bardziej otwarci i czują potrzebę jej rozwijania (…). Przykładem takiej współpracy może być specjalnie zorganizowana niedawno przez region Warmińsko-Mazurski konferencja w Iławie, poświęcona podsumowaniu działań związanych z inteligentnymi specjalizacjami w tym rejonie kraju. Taką specjalizacją jest tam m.in. „Ekonomia wody”, a jej jednym z branych pod uwagę założeń – rozwój kadr dla przemysłu jachtowego w regionie. Byłem zaproszony – należę do ludzi, którzy takie kadry kształcą, zaprosili Izbę Polskie Jachty, zaprosili właścicieli i dyrektorów firm jachtowych (tam działają duże i znane firmy, choćby wspomnieć: Janmor Stocznia Jachtowa, Delphia Yachts czy Ostróda Yacht) mieliśmy o czym rozmawiać. Oni to doceniają i współpraca nasza układa się bardzo dobrze, ponieważ, jak mówiłem w prezentowanym wtedy referacie – 14 procent naszych studentów pochodzi z tamtego regionu – z Warmińsko-Mazurskiego. To jest druga grupa poza naszym województwem. Przyjeżdżają z miejscowości, gdzie są firmy jachtowe: remontu, projektowe i budowy – cały przemysł, zdobywają tu potrzebną tam wiedzę. I dodam, że wracają do nas z sentymentem – porozmawiać, odwiedzić, wymienić doświadczenia. Współpraca ma ponadto charakter bardzo wymierny. Oni (firmy jachtowe) organizują wycieczki dla studentów do swoich zakładów, finansują nam wejściówki na Targi Wiatr i Woda, rozmawiają z nami i przysyłają tematy prac dyplomowych, co roku przydzielają sumarycznie kilkadziesiąt miejsc na praktyki. Oczywiście sami w ten sposób mogą prowadzić wstępne przymiarki kadrowe, a my możemy lokować tam naszych studentów, aby mogli poznawać ten przemysł „na żywo”. Tego nam brakuje w kontaktach z dużym przemysłem okrętowym tutaj. Duży przemysł przychodzi wtedy, kiedy ma do rozwiązania jakiś problem, trudniej go namówić do konkretnej dla nas pomocy dydaktycznej (choćby, przykładowo, finansowanie zakupu programów komputerowych).

Studia są dwuetapowe. Studia stacjonarne I stopnia trwają 7 semestrów i przygotowują kadrę inżynierską do pracy w szeroko rozumianej gospodarce morskiej. Studia II stopnia trwają 3 semestry, o szerszym, magisterskim przygotowaniu (tyle w uproszczeniu, a dokładnie o oferowanych tu rodzajach studiów można poczytać na wydziałowej stronie – kliknij tu). Zapytałem jak kształtuje się procentowo liczba kończących etapy nauczania? „Około 50% kończy z tytułem inżynierskim, idąc już dalej swoją drogą zawodową. Tutaj dostają przygotowanie do pracy w produkcji statków, czy urządzeń oceanotechnicznych. Studia magisterskie są już bardziej teoretyczne, przygotowują do np. projektowania, brania udziału w pracach badawczych. Niemniej część absolwentów I stopnia wraca do nas, kontynuując dalszą naukę na studiach podyplomowych. Jednak tutaj sytuacja jest trudniejsza – taka nauka jest odpłatna i muszą się zebrać przynajmniej 22 osoby (tzw. grupa dziekańska), abyśmy dany kierunek uruchomili.

Technologia podwodna dobrze się rozwija? „Będący ostatnio w odbiorowych próbach morskich niszczyciel min typu Kormoran II – jest wyposażony w zespół dwóch pojazdów podwodnych „Morświn” i „Głuptak” – zaprojektowanych i wyprodukowanych na naszym Wydziale.” Miasto podwodne? „Pojawiła się swego czasu dość tendencyjna publikacja. Kiedy przeczytać wniosek grantowy, w którym chodziło o rozwiązanie problemów naukowych – przykładowo szczelne okna o dużej powierzchni, problemy kotwiczenia – w ramach tego grantu zrobiliśmy wszystko co do nas należało. Szukano potem inwestora, który chciałby takie miasto zbudować w Gdyni przy Akwarium – niestety nie było chętnych.”

Ciekawiło mnie, w nawiązaniu do niedawnego przechylenia się doku z remontowanym na nim statkiem w gdyńskiej Naucie, czy w tej sytuacji Wydział ma również zaangażowanie, nazwijmy to: ekspercko-badawcze? „Tam (w stoczniach) pracują moi wychowankowie. Jeżeli słyszę o jakimkolwiek wypadku, zawsze z niepokojem czekam na wiadomości, czy jakikolwiek człowiek, którego znam, który przeszedł przez moje ręce – jest uczestnikiem i czy coś mu się nie stało. Kiedy przyszła wiadomość, że się przewraca dok – po prostu poczułem skok adrenaliny, bo to są moje dzieci, ja już tak o nich mówię. Po dwóch godzinach ulga – wszyscy zeszli… Natomiast w sprawie ewentualnego zaangażowania – na pewno w tego typu sprawach pojawiają różne instytucje, przykładowo: sąd, policja czy prokuratura. Zgłaszają się do nas aby wytypować ludzi, którzy jako biegli będą odpowiadać na pewne pytania. Jeżeli do takiego zdarzenia dojdzie, to my jako instytucja publiczna nie możemy się uchylać. Jednak zawsze jest to decyzja bardzo indywidualna danego człowieka, czy chce wziąć udział, bo może być konflikt interesów, czy sprawa przeciw innemu koledze po drugiej stronie. Zawsze zastrzegamy sobie prawo do odmowy, ale jeżeli już dojdzie do takiej współpracy – podchodzimy bardzo rzetelnie i uczciwie.

Największy sukces Pańskiej kadencji? „Przeżyliśmy ostatnie cztery lata dość nieźle. Nie tylko powstał basen modelowy i laboratoria. Dużo środków finansowych włożyliśmy w remont naszego budynku, który w wielu miejscach nie był jeszcze ruszany od czasu kiedy powstał – w latach 70-tych… Ważne są dla nas wyróżnienia dydaktyczne. Drugi już rok otrzymujemy certyfikaty przyznawane przez Fundację Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego w prowadzonym przez nią programie „Studia z przyszłością”. W 2016 roku wyróżniono nasz kierunek Oceanotechnika, studia II stopnia za nowoczesność koncepcji kształcenia i wysoką jakość realizowanego programu studiów. Natomiast w tym roku przyznano nam Certyfikat nadzwyczajny „Laur innowacji”, tym razem dla kierunku Transport na studiach I stopnia za wdrożenie najbardziej innowacyjnych i unikalnych rozwiązań w zakresie bazy materialnej i technologii wspierających proces dydaktyczny.”

Największy problem? „Krótka ławka ludzka. Młodzież nie chce zostawać na uczelni (zwłaszcza ci dobrzy). Przemysł wchłania wszystkich absolwentów, płacą prawie dwa razy lepiej niż uczelnia. Brakuje nam ludzi. Mamy lukę pokoleniową, jest grupa starszych profesorów, którzy powinni już być na emeryturze, a niestety nie zadbali o wychowanie pokolenia swoich następców. Pojawiła się też grupa młodych, nazywam ją „pokoleniem telefonów komórkowych”, która nigdy nie miała w ręku suwmiarki, co troszeczkę przeszkadza. Nasze największe problemy dzisiaj to dobrze motywowane kadry i pieniądze na normalne funkcjonowanie…

Życząc zatem zrozumienia, nie tylko u Rektora Politechniki Gdańskiej, ale może przede wszystkim wśród tych „dzieci”, które dzisiaj wykształcone, powinny mieć również na uwadze, że ich dzieciom potrzebni będą ludzie, którzy będą mogli przekazać nowoczesną, innowacyjną wiedzę wraz z zadowoleniem płynącym z odpowiednio motywowanych zarobków – dziękuję za rozmowę.

A może po prostu przemysł, skoro ministerstwo nie jest w stanie, powinien stworzyć warunki zachęcające do rozwijania talentów naukowych młodych ludzi kończących studia wyższe, tak aby nie mieli poczucia nieopłacalności takich działań?

Rozmawiał: Cezary Spigarski

Zdjęcia: Krzysztof Krzempek, Cezary Spigarski