16 września br. o godzinie 1200, w samo południe, przy blasku przeświecającego zza chmur słońca oraz prawie gładkiej wodzie, dwudziestu trzech zawodników wyruszyło na wody Bałtyku. Zmierzą się w siódmych już regatach samotników non-stop, Bitwie o Gotland.

Zasady są proste – po starcie z Górek Zachodnich trzeba jak najszybciej opłynąć Gotlandię prawą burtą i powrócić do portu. Trasa liczy 500 mil, jej pokonanie najczęściej zajmuje 3-4 dni. Rekord regat wynosi 62 godziny i 15 minut, został ustanowiony w roku 2013 i należy do Krystiana Szypki, pomysłodawcy regat i uczestnika pierwszych trzech edycji, a dzisiaj ich dyrektora. Czy ktoś go w tym roku pobije?

Ogólna prognoza pogody przygotowana dla Bitwy o Gotland przez meteorologa regat, Juliusza Orlikowskiego, przewiduje na pierwsze godziny wiatr zachodni (5-6 w), możliwe przelotne opady i zmiany prędkości wiatru podczas ich przechodzenia. Później, gdy zawodnicy znajdą się w pobliżu Helu, wiatr południowo-zachodni (5-11 w), po godzinie 1600 zmieniający czasowo kierunek na północno-zachodni i słabnący. Po przejściu Helu wiatr północno-zachodni, stopniowo przybierający na sile (do 25 w).

Ponieważ flota regat składa się z jachtów o bardzo zróżnicowanych rozmiarach, nieunikniony jest jej podział na grupy już na wodzie. Każda z „grup nieformalnych” będzie otrzymywała prognozy w miarę możliwości dostosowane do ich lokalizacji.

Wczoraj cały dzień trwały przeglądy jachtów, które wcale nie były formalnością. Zdarzały się przypadki konieczności uzupełnienia wyposażenia obowiązkowego lub inne zastrzeżenia.

Przygotowanie jachtów jest bardzo przyzwoite” – komentuje sędzia główny regat, Tomasz Konnak. „Oczywiście widać różnice pomiędzy jachtami prywatnymi, czarterowanymi oraz tymi, które biorą udział również w innych regatach, ale ogólnie jest to wysoki poziom. Staramy się, by co roku był wyższy” – dodaje.

Nastroje wśród zawodników są dobre, regaty zapowiadają się na szybkie, ale bez ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Tomasz Ładyko (Odyssey):

Nie nastawiam się na zwycięstwo, ale chciałbym znaleźć się jak najbliżej czołówki. Wszystko jak zwykle okaże się na wodzie. Moja strategia to jak najwięcej snu – jak tylko jest wolna chwila i nic się nie dzieje, to drzemka 20 minut. Nastawiam się na minimum 4 doby w morzu, ale przede wszystkim trzeba bezpiecznie wrócić.”

Maciej Krzesiński (Ocean 650):

„Przygotowywałem się od zeszłego roku – wszystkie wcześniejsze starty realizowałem pod kątem przygotowania do tegorocznej Bitwy. To jedne z najtrudniejszych regat w Europie, także dla jachtów Mini, czyli mojego i dwóch innych startujących w tych regatach. To nie są łatwe jachty, chociaż żeglują wspaniale. (…) Nie da się niestety wyspać na zapas, ale udało mi się odpocząć, chociaż lekki stres oczywiście jest.

Samotny żeglarz powinien lubić siebie, żeby ze sobą wytrzymać, być systematyczny w przygotowaniach oraz mieć determinację i nie zrażać się drobiazgami. Patrząc na prognozy – na początku warto spać więcej, bo będą do tego lepsze warunki, ale po boi zwrotnej już raczej nie, więc trzeba dobrze rozłożyć siły.”

Kuba Marjański (Busy Lizzy):

„Bardzo istotna jest pierwsza noc. Człowiek działa na adrenalinie, po starcie przez kilka pierwszych godzin się ścigamy prawie jak na regatach przybrzeżnych. Staram się mimo tego tej pierwszej nocy spać jak najwięcej i się regenerować. Jeśli przegapi się ten moment, bo człowiek jest nadal wyspany lądowym snem, to potem ciężko tą pierwszą noc nadrobić. Ciężka też jest trzecia noc, ciężka w tym sensie, że trzeba  znaleźć siły i się spiąć do ścigania, żeby mimo wszystko się zwlec do podtrymowania żagli, korekty kursu.

Staram się tylko nie używać nic pobudzającego (może oprócz coca coli), nie piję w ogóle kawy, którą na co dzień uwielbiam i nie mogę bez niej żyć – wszystko po to,  aby po okresie pobudzenia nie przyszła nadmierna ospałość, która może nie zgrać się z sytuacją na pokładzie, która będzie wymagała działania. Staram się też pić dużo więcej niż codziennie i to głównie wodę z dodatkiem jakiegoś środka uzupełniającego elektrolity, żeby w  żadnym przypadku się nie odwodnić, nawet w minimalny sposób. Jedzenie? Kotlety mielone i jajka, bez tego się nie ruszam na wodę.”

Jerzy Matuszak (Dancing Queen):

Bitwa o Gotland jest wyścigiem trudnym z paru względów. Wiadomo, że jak w każdych regatach walczymy, żeby z łódki wycisnąć jak najwięcej. Poza tym obserwujemy, co robią przeciwnicy, żeby nie dać się zaskoczyć. Bałtyk jest zatłoczonym  morzem, szczególnie na torach wodnych, gdzie statki poruszają się z różną szybkością jak na autostradzie. Ciągle trzeba obserwować horyzont, czy nie ma czegoś na kursie kolizyjnym.

Dużym problemem są też kutry rybackie i sieci, które w nocy dostrzegasz w ostatnim momencie, a czasami dopiero przy burcie.

Najważniejsza jest jednak sprawa snu. Nauczył mnie jeden z polskich znanych żeglarzy, że nie odpoczywamy, gdy już padamy z nóg lecz wtedy, gdy jest okazja.

Ja robię tak: po kilku godzinach od startu, gdy sytuacja jest stabilna, oceniam sytuację na morzu, szykuję sobie miejsce do spania w kokpicie, włączam autopilota, budzik na 15 minut i zasypiam. Robię to co jakiś czas, zarówno w dzień jaki w nocy. Odradzam wspomaganie się różnymi napojami energetycznymi, one tylko odwlekają wyrok. Można to zrobić na ostatnim etapie, gdy meta jest tuż-tuż. Jedzenie szykuję sobie w trzech-czterech paczkach, w zestawach 2-3 bułki, owoce, pomidor, ogórek, coś słodkiego, kefir i to czeka w lodówce. Kiedy trzeba zjeść coś ciepłego, mam przygotowane słoiki. To wszystko staram się mieć w zasięgu ręki w kambuzie. Na czas rejsu zapominam o napojach typu piwo itp. Mam w termosach kawę i herbatę, przynajmniej na początek regat. Sztormiaki – przynajmniej 2 komplety, buty gumowe lub skórzane i  również ubrania na lepszą pogodę. Do mesy schodzę tylko kiedy muszę i w celu przygotowania posiłku. Radio UKF i ręczny GPS mam na pokładzie. Kamizelkę pneumatyczną cały czas na sobie, wraz ze smyczami. Oprócz lifelin na pokładzie stosuję również liny na burtach i pawęży, żeby ułatwić sobie wejście na łódkę w razie wypadnięcia za burtę, czego ani sobie ani nikomu nie życzę.”

Pozycje zawodników można śledzić w czasie rzeczywistym przez stronę internetową https://yb.tl/bitwa2018 lub za pomocą aplikacji telefonicznej.

Lista startowa

Klasa Open:

1 Black Out /Hero 101/ Adrian Zadrożny

2 Diamant 650 /Mini 650/ Krzysztof Kołakowski

3 Fidoo /Mini 650/ Marcin Wroński

4 Krewetka /Scampi 30/ Paweł Kielak

5 Ocean 650 /Mini 650/ Maciej Krzesiński

6 Ruth /Dufour 37GT/ Maciej Szubski

7 Unique /Dufour 41/ Maciej Banach

ORC:

1 Arietis / Carter 30/ Łukasz Wasiielewski

2 Blue Horizon / Delphia 47/ Jacek Chabowski

3 Busy Lizzy / FAURBY 999 / Jakub Marjański

4 Dancing Queen / Dehler 46/ Jerzy Matuszak

5 Dexxter / Dufour 382 GL / Witold Nabożny

6 Double Scotch /Sadler 32/ Aleksandra Emche

7 FACIL 26 / Tomasz Kubacki

8 Four Winds / Tango 30/ Wiesław Krupski

9 Good Speed / Dufour 34 /Witold Małecki

10 Konsal II / Slotta 1200 / Ryszard Drzymalski

11 Oceanna / Outborn 39/ Zenon Jankowski

12 Odysey / JOD35 / Tomasz Ładyko

13 Opole /DELPHIA 37R / Andrzej Kopytko

14 Rainbow / Bavaria 37 Cruiser / Honorata Wąsowicz

15 Trygław / Draco/ Dawid Ragiel

16 Zena II / Comet 36 / Marek Marcinkowski

Po pierwszej dobie

Pierwsza doba regat samotnych żeglarzy non-stop dookoła Gotlandii, Bitwa o Gotland, minęła spokojnie. Obecnie pierwsze jachty zbliżają się do szwedzkiej wyspy, którą wszyscy będą mijać zgodnie z kierunkiem ruchu zegara – prawą burtą.

Po wczorajszym starcie o godzinie 1200 zawodnicy przez kilka godzin żeglowali bardzo wolno, ze względu na dość słaby wiatr. Po wyjściu za półwysep Hel, razem z silniejszym wiatrem cała flota ruszyła znacznie szybciej.

Obecnie warunki na wodzie to wciąż dosyć silny (21-23 węzły, w porywach 28-32, czyli od 5 do 7 stopni w skali Beauforta) wiatr z kierunku zachodnio-południowego, korzystnego dla żeglarzy i umożliwiającego szybką oraz emocjonującą żeglugę pełnym kursem. W miarę upływu dnia wiatr będzie stopniowo tracił na sile, również po południowej stronie Gotlandii, gdzie będą żeglować zawodnicy.

Od wczorajszego popołudnia stawkę prowadzi Jerzy Matuszak na Dancing Queen (Dehler 46, klasa ORC), który żegluje już wzdłuż brzegów Gotlandii. Gonią go Jacek Chabowski (Blue Horizon, Delphia 47) i Ryszard Drzymalski (Konsal II, Slotta 1200). Wspaniale płynie również Krzysztof Kołakowski (Diamant 650 – Mini 650), który na jednym z trzech najmniejszych jachtów we flocie zajmuje czwartą pozycję. Wszystkie pozycje według stanu na godzinę 1200. Na bieżąco kursy jachtów można obserwować w czasie rzeczywistym przez link https://yb.tl/bitwa2018.

Jak można prześledzić na trackingu, nie obyło się bez powrotów. Jeszcze przed przekroczeniem linii startu Marek Marcinkowski (Zena II, Comet 36) zdecydował się wrócić do portu po zauważeniu drobnej usterki rolera foka. Dokonał ekspresowej naprawy i szybko dołączył do reszty stawki.

Wczoraj wieczorem do portu zawrócił też Maciej Krzesiński (Ocean 650, Mini 650) z powodu niewielkiego problemu technicznego. Po krótkim postoju w Marinie Przełom wystartował ponownie (dopuszcza to regulamin regat) i obecnie zamyka peleton.

Z kolei o poważnej awarii autopilota powiadomił wczoraj biuro regat Maciej Szubski (Ruth, Dufour 37), jednocześnie zgłaszając rezygnację z dalszego udziału w wyścigu. Żeglarz powrócił już bezpiecznie do portu startu.

Dziś przed południem swoją rezygnację zgłosił również Adrian Zadrożny (Black Out, Hero 101). Powodem jego wycofania się jest również uszkodzony autopilot. Bez tego urządzenia samotny żeglarz ma poważnie utrudnione zadanie – nie może odejść od steru, szczególnie w trudniejszych warunkach. Przy wyścigu trwającym trzy dni lub dłużej jest to po prostu niemożliwe.

Tym samym na trasie regat pozostaje 21 żeglarzy.

Pod wiatr do mety

Druga doba regat to dla większości zawodników już kurs powrotny. Czternaście z dwudziestu jachtów minęło już punkt zwrotny, czyli boję kardynalną Salvorev na północno-wschodnim krańcu Gotlandii.

Oznacza to połowę dystansu za rufą. Jednak powrót nie będzie wcale taki prosty – wiatr zmienił kierunek na południowo zachodni, a w ciągu dnia będzie skręcał dalej na południowy. Zawodnicy będą więc zmuszeni żeglować pod wiatr i wykonywać liczne zwroty, czyli mozolne „orać” morze do samej mety. O godzinie 1200 sześć jachtów pozostawało jeszcze przed zwrotem.

W dniu wczorajszym, po południu, rezygnację zgłosiła Honorata Wąsowicz na Rainbow. Powodem, tak jak u poprzedników, była awaria autopilota. Zawodniczka wraca, planuje wejście do portu Hel. „Na razie płynę samosterownie, na ile to możliwe, i odpoczywam” – przekazała w rozmowie z biurem regat. W nocy do Mariny Przełom w Górkach Zachodnich bezpiecznie powrócił Adrian Zadrożny (Black Out).

Z powodu awarii urządzenia lokalizującego Yellowbrick na trackingu nie widać rzeczywistej pozycji wczorajszego lidera regat, Jerzego Matuszaka (Dancing Queen). Ostatnia pozycja pochodzi z godziny 0230.

Dziś rano, o godzinie 0700, Jerzy w rozmowie radiowej z najbliższym rywalem, Jackiem Chabowskim (Blue Horizon), nie zgłaszał żadnych problemów i przekazywał, że żegluje spokojnie.

Ze względów bezpieczeństwa biuro regat poprosiło za pośrednictwem służb ratowniczych jednostki znajdujące się w rejonie przypuszczalnej pozycji Dancing Queen o prowadzenie wywoływania w celu potwierdzenia lokalizacji jachtu. Dyrektor regat, Krystian Szypka, tak komentuje zaistniałą sytuację:

„Od rana prowadzimy intensywne działania mające na celu alternatywne monitorowanie pozycji Dancing Queen. Takie awarie się zdarzają, bo elektronika czasami zawodzi. Jurek jest bardzo doświadczonym żeglarzem samotnikiem i płynie na bardzo dobrze przygotowanym jachcie, więc najprawdopodobniej wszystko jest OK, ale na wszelki wypadek poprosiliśmy SAR o pomoc. Obecnie w prawdopodobnym rejonie żeglugi Dancing Queen trwa jego wywoływanie drogą radiową przez wszystkie statki i stacje brzegowe. To pierwsza faza operacji. Jeżeli nie usłyszymy kapitana, to rozpoczną się poszukiwania jednostki z powietrza. Za pośrednictwem jachtów osłonowych wiemy, że ok godz. 7:00 z Jerzym rozmawiał Jacek Chabowski i wszystko było OK, może więc być tak, że zmęczony ciężką nocą żeglarz odsypia zaległości, ale musimy podejmować kolejne kroki na wszelki wypadek.”

Wczorajszy dzień z silnym wiatrem i falą dawał się żeglarzom mocno we znaki. Ci, którzy przechodzili za boję Salvorev, mieli szansę na odpoczynek. Poniżej cytaty z pokładów:

Kuba Marjański (Busy Lizzy):

Druga noc regeneracyjna. Można było odespać poprzednią, która była jak w pralce. Rano trochę siadło po minięciu Salvorev.”

Andrzej Kopytko (Opole):

„Poranek obnażył moje zmęczenie. Szczególnie dużo pracy wymagał świt, wiatr wzmagał się do 30 węzłów, a duża fala od rufy powodowała wywózki. Dopiero minięcie południowo-zachodniego cypla Gotlandii, czyli wejście między wyspę a ląd przyniosło trochę ulgi. Tam wiatr zelżał i zmienił kierunek. Można było coś zjeść i popatrzeć w prognozy pogody.”

Aleksandra Emche (Double Scotch):

„Poniedziałek był intensywny, zmęczenie dawało o sobie znać, cały dzień za sterem (…) Autopilot nie dawał sobie rady na dużej fali, ale teraz to on pełni  wachtę i mogę w końcu napić się czegoś ciepłego. Wcześniej było to ciut utrudnione. Chodzenie „na pająka po ścianach” i ustawianie pilota tak, aby nie wywiózł nas na manowce włącznie z niekontrolowaną rufą, nie należało do zadań łatwych. Teraz wszystko gra i buczy, żeglujemy dalej. Szybka regeneracja, sen, jedzenie i ciepłe, suche ubranie. (…) Wspinamy się w górę Gotlandii.”

Tomasz Ładyko (Odyssey):

Noc była ciężka ze względu na silny wiatr i brak opływania jachtu, ale teraz już lepiej się dogadujemy. Nie bez znaczenia było nieprzyzwyczajenie do bujania i pewne oznaki choroby morskiej. Teraz już humory w załodze dobre i gonimy peleton.”

Więcej informacji bezpośrednio z trasy na bieżąco jest zamieszczanych na profilu Facebookowym regat: https://www.facebook.com/pages/Bitwa-o-Gotland/142665052544461

Milka Jung

Zdjęcia: Aleksandra Emche, Dobrochna Nowak, Kuba Mariański

Szczegółowych informacji udziela dyrektor regat, Krystian Szypka, tel. 501 664 314