Z okazji przypadającej na lipiec br. 90. rocznicy zakupu żaglowca szkolnego „Dar Pomorza”, 6 czerwca zorganizowana została na jego pokładzie konferencja popularno-naukowa, przygotowana przez Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku oraz Towarzystwo Przyjaciół „Daru Pomorza” .

Statek zakupiony został ze zbiórek społecznych za kwotę 7008 funtów szterlingów – co dawało 304 062,5 zł i stanowiło ok. 8% jego szacunkowej wartości. Zbiórka początkowo przeznaczona była na statek handlowy, którego nazwa miała brzmieć „Pomorze” . Jednak z racji kończenia służby przez nasz największy ówczesny statek polskiej marynarki handlowej, żaglowiec szkolny „Lwów”, braku funduszy państwowych na zakup nowej jednostki – zrezygnowano z tego zamiaru, a pieniądze zbierane przez Komitet Floty Narodowej, gromadzący środki dobrowolne i społeczne, postanowiono nabyć statek szkolny na potrzeby Państwowej Szkoły Morskiej. I tak w polskie ręce trafił zbudowany w latach 1909-1910 żaglowiec „Prinzess Eitel Friedrich” . Na remont statku trzeba było jeszcze wydać sporo pieniędzy, ale też został gruntownie odnowiony i wyposażony w silnik spalinowy o mocy 430 KM. Po remoncie, wiosną 1930 roku została mu nadana nazwa „Dar Pomorza” . Całkowity koszt zakupu i remontu wyniósł 1 496 000 zł, a 13 lipca 1930 roku otrzymał polską banderę, którą nosi na rufie po dzień dzisiejszy.

Po przywitaniu gości, dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego dr Robert Domżał zaprosił do obejrzenia dwóch niemych filmów dokumentalnych z tamtego okresu
Przed prezentacją przygotowanych materiałów – kilka słów od kapitana ż.w. Stefana Krelli, prezesa Towarzystwa Przyjaciół „Daru Pomorza”

Jako pierwszy swój referat: „Problematyka statków-muzeów i projekt europejskiej ścieżki tematycznej” – przedstawił dr Robert Domżał. Omówił posiadane przez muzea morskie w Europie zabytkowe statki, przybliżając krótko ich historię. Referat związany był z propagowanym obecnie w Europie Projekcie Routes4U (poczytaj więcej tu – kliknij) – dotyczącym m.in. Europejskich Szlaków Kulturowych i promocji regionalnego dziedzictwa kulturowego oraz turystyki.

Na osobnym monitorze prezentowane były archiwalne zdjęcia z okresu eksploatacji żaglowca

Kolejny referat: „Zbiórka funduszy i zakup Daru Pomorza” – przybliżający w dokładny sposób jak doszło do zakupu „Białej Fregaty” – został odczytany pod nieobecność autora, kustosza „Daru Pomorza” Marka Twardowskiego.

Z referatem: „Społeczeństwo Torunia w akcji zbierania funduszy na zakup Daru Pomorza” wystąpił kpt. Benedykt Bohdan Grabowski, z Toruńskiego Towarzystwa Tradycji Morskich. Przybliżył do dzisiaj w tym mieście pielęgnowane tradycje morskie, przypomniał, że to właśnie Toruń był swego czasu największym (tu z podkreśleniem) portem morskim w Polsce i stolicą Pomorza, a w rękach toruńskich kupców znajdowała się flota licząca ok. 200 statków handlowych! Port ten w czasach swojej świetności przyjmował ok. 300 statków. Oczywiście przypomniał też o zaangażowaniu mieszkańców Grodu Kopernika w zbiórkę pieniędzy na zakup żaglowca.

O próbach rozbudowy polskiej floty w tym czasie ze społecznych zbiórek w referacie: „Inne zbiórki funduszy na zakup statków i okrętów w Polsce” mówił Aleksander Gosk, zastępca dyrektora Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Czyli o znalezieniu oparcia w działaniach Ligi Morskiej i Kolonialnej, czy Funduszu Obrony Morskiej, które przysporzyły co prawda niewielkie, liczone w całym budżecie Marynarki Wojennej na ok. 3% środki, za które jednak skutecznie zbudowano okręt podwodny ORP „Orzeł” i zamówiono dwa ścigacze.

A wszystko to w kilkuletnim okresie poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej i ledwie dwudziestoletniej, świeżo zdobytej tożsamości państwa polskiego. To jak spojrzeć z dzisiejszej perspektywy było ogromnym osiągnięciem. Zresztą tego typu zrywy narodowe mieliśmy i później, choćby przy budowie następcy słynnego żaglowca – „Daru Młodzieży” , a i dzisiaj myśl o zbudowaniu i jego następcy lęgnie się ponownie w prywatnym umyśle. A nasze państwo? No cóż od 22 (dwudziestu dwóch) lat buduje dla naszej Marynarki Wojennej jedną korwetę, która finalnie korwetą już nie jest … (to taki tam efekt refleksji piszącego tę relację).

I jeszcze na koniec sympatyczna chwila. Statkowy chronometr trafił na ręce pasjonata morza, członka Towarzystwa Przyjaciół „Daru Pomorza” – Zbigniewa Węcławiaka, który w odległym od morza o 300 kilometrów Miłosławiu promuje sprawy morskie i pielęgnuje pamięć i sławę „Daru Pomorza” w stworzonym przez siebie muzeum.

Tekst i zdjęcia: Cezary Spigarski