W poniedziałek o godzinie 14.15 w kołobrzeskim porcie rozbrzmiały syreny okrętowe. Przy pomniku kontradmirała Stanisława Mieszkowskiego zebrali się przedstawiciele władz samorządowych miasta i powiatu, administracji morskiej, uczniowie szkół, członkowie Ligi Morskiej i Rzecznej, mieszkańcy i kuracjusze. To już osiemnasty raz w rocznicę śmierci admirała kołobrzeżanie oddali hołd pierwszemu polskiemu kapitanowi portu.

Życiorys Stanisława Mieszkowskiego jest typowy dla młodych ludzi okresu międzywojennego. Harcerz, ochotnik wojska polskiego w wojnie 1920 roku. Edukacja w Oficerskiej Szkole Marynarki Wojennej w Toruniu. Służba na okrętach, sztabach i misjach zagranicznych. Studia w École des Officiers Canonniers w Tulonie. Początek II wojny światowej zastał Mieszkowskiego na stanowisku dowódcy grupy kanonierek i jednostki ORP „Generał Haller”, a od 4 września 1939 r. dowódcy odcinka przeciwdesantowego na Helu. Helskiej reduty bronił do samego końca, aż do 2 października, po czym wraz z innymi obrońcami polskiego wybrzeża trafił do niewoli.

Po kapitulacji III Rzeszy zdecydował się powrócić na Wybrzeże i rozpoczął pracę w Głównym Urzędzie Morskim, skąd otrzymał oficjalną propozycję objęcia kapitanatu portu Kołobrzeg. Od początku podejmował wiele działań w celu odbudowania infrastruktury portowej. To on wraz ze swoimi podwładnymi usuwał zbędny sprzęt wojskowy i tysiące niewypałów. Udało się także wyremontować część wraków, jednak od razu przejmowali je stacjonujący w Kołobrzegu żołnierze Armii Czerwonej.

Na początku 1946 r. został odwołany do służby czynnej w Marynarce Wojennej w Gdyni, z poleceniem zorganizowania na Oksywiu Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej, w której był dyrektorem nauk Wydziału Morskiego i p.o. komendanta. W marcu 1947 roku mianowany zostaje szefem Sztabu Głównego Marynarki Wojennej, 2 lata później jest już zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej do spraw liniowych, a od września 1949 roku dowódcą floty na etacie kontradmirała. Aktywnie działa społecznie w Lidze Morskiej, pisze do Przeglądu Morskiego i Bellony.

Na podstawie sfabrykowanych przez Informację Wojskową dowodów, Stanisław Mieszkowski znalazł się wśród 7 przedwojennych oficerów marynarki, oskarżonych w sfingowanym tzw. „spisku komandorów”. 20 października 1950 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy Głównego Zarządu Informacji i poddany brutalnemu, trwającemu 2 lata śledztwu. Komandor Stanisław Mieszkowski został zamordowany 16 grudnia 1952 r. o godzinie 14:15 w podziemiach więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Wraz z nim zginęli Zbigniew Przybyszewski oraz Jerzy Staniewicz, zabity cztery dni wcześniej, 12 grudnia. 2 maja 1956 roku Stanisław Mieszkowski wraz z całą grupą skazanych komandorów został zrehabilitowany

Szczątki komandorów zostały odnalezione i zidentyfikowane w ostatnich latach przez zespół profesora Krzysztofa Szwagrzyka w Kwaterze „Ł” Wojskowych Powązek w Warszawie. Trzech bohaterów Obrony Wybrzeża skazanych na śmierć i zamordowanych przez stalinowskie władze doczekało się godnego pochówku na Cmentarzu Marynarki Wojennej na Oksywiu. Uroczysty pogrzeb państwowy odbył się , w 65. rocznicę śmierci – 16 grudnia 2017 roku.

Prezydent RP Andrzej Duda na wniosek Ministra Obrony Narodowej mianował pośmiertnie na kolejne stopnie wszystkich trzech komandorów. W Kołobrzegu, 12 lat temu, z inicjatywy działaczy Ligi Morskiej i Rzecznej, ufundowano pomnik Komandora Stanisława Mieszkowskiego został odsłonięty w czasie obchodów Centralnych Dni Morza. Wcześniej, w 2003 roku Radni Miasta podjęli uchwałę o nadaniu skwerowi przy przystani pasażerskiej i latarni morskiej, imienia komandora Stanisława Mieszkowskiego, na którym cztery lata później powstał monument upamiętniający oficera Marynarki Wojennej, pierwszego polskiego kapitana portu Kołobrzeg.

Rola Stanisława Mieszkowskiego dla Kołobrzegu jest nieoceniona. Dzięki jego zaangażowaniu odbudowywał i rozwijał się kołobrzeski port. Pamiętajmy o postaciach, które umacniały polskość na ziemiach zachodnich, w naszej lokalnej ojczyźnie. Nie wahali się oddać tego co najcenniejsze, oddać własne życie, za to, żebyśmy mogli tutaj żyć.

Marek Padjas

Zdjęcia: Lidia Markowska