9 maja br. na gdańskim żaglowcu „Generał Zaruski” miało miejsce dość nietypowe, bardzo kameralne spotkanie rodzinne. Można powiedzieć, że spełniło się marzenie o poznaniu żaglowca i jego kapitana.

Warto w kilku słowach opowiedzieć tę historię i jej genezę. Otóż ok. czterdziestu lat temu, w 1984 roku, kiedy to bohater dzisiejszej opowieści, Stanisław Orzełowski, podczas kursu dla przewodników, dowiedział się o działalności gen. Mariusza Zaruskiego. Z zainteresowania powstał zbiór, wtedy trudno dostępnych, materiałów wraz z ich opisem tekstowym. Wysiłek ten zaowocował dziesięć lat później, podczas kończenia studiów zaocznych ‒ pracą magisterską. Po wielu latach, za namową kuzyna, należącego do grona naszych autorów książek, kapitana żeglugi wielkiej Marka Szyllera (zajrzyj tu ‒ kliknij), została wydana książka-album, wzbogacona o dzisiaj lepiej dostępne materiały fotograficzne, z poprawioną redakcją: „Mariusz Zaruski ‒ człowiek i dzieło”. Książka, jak mówi jej autor, wydana została, jak kilka wcześniejszych, w serii: „O Rodzinie, dla Rodziny” ‒ czyli w bardzo ograniczonym nakładzie, którego nie da się znaleźć w sprzedaży. Taki mały „Biały kruk”.

W spotkaniu wzięło udział zaledwie kilka osób z Rodziny i przyjaciół autora, a wszystkich na pokładzie swojego żaglowca przyjął kapitan Adam Walczukiewicz. Oczywiście goście wysłuchali krótkiej opowieści morskiej o historii, o podjętej przez kapitana Jerzego Jaszczuka (wieloletniego później kapitana s/y „Generał Zaruski”) inicjatywie, której efektem było nakłonienie ówczesnego zarządu miasta Gdańsk, ze śp. Pawłem Adamowiczem na czele, do odbudowania mocno już sfatygowanego żaglowca. Remont, a właściwie odbudowanie niszczejącej jednostki przeprowadziła Gdańska Stocznia REMONTOWA S.A. Mówił też o ciekawostkach wyposażenia statku oraz zawsze serdecznym przyjmowaniu w odwiedzanych portach.

Jednak, jak powiedział, żaglowiec z uwagi na swoją konstrukcję z drewna dębowego, bukowego i sosnowego, aby nie ulec zniszczeniu poprzez jego degradację może pływać po raczej chłodnych morzach strefy umiarkowanej ‒ wilgoć i wysokie temperatury otoczenia mają zgubny wpływ na drewno „przyzwyczajone” do zimniejszych rejonów naszego globu. Kapitan Adam Walczukiewicz opowiedział też w kilku słowach o ubiegłorocznej wyprawie statku na Spitzbergen (powtórzoną dokładnie po 50-ciu latach od jego pierwszej tam bytności), którą dowodził wraz ze swoim zmiennikiem Marcinem Dobrowolskim, a za którą obaj odbierali Nagrodę Honorową „Rejs Roku 2025” w kategorii wyprawy i rejsy morskie, podczas tegorocznej Gali Żeglarskiej (zajrzyj tu ‒kliknij). Wcześniej po powrocie żaglowca z tej wyprawy miała miejsce specjalna Gala, podczas której pożegnano uroczyście odchodzącego na emeryturę kapitana Jerzego Jaszczuka (zajrzyj tu ‒kliknij).

Chwilę późnej goście znaleźli się w niewielkiej messie oficerskiej statku, gdzie kontynuowano rozmowy dotyczące żaglowca, jego rejsów szkoleniowych z młodzieżą szkolną, podczas których otrzymują twardą szkołę wytrzymałości, umiejętności żeglarskich i współpracy w grupie, w warunkach bardzo „spartańskich”, z których jednostka ta słynie. Było też o powrotach i odwiedzinach żaglowca nawet po wielu latach od odbycia na nim szkoleń. Nawet spotkałem się z wyraźną próbą rezerwacji koi na kolejną podróż :). Przybyłych po statku oprowadzał osobiście kapitan.

Wracając do meritum, celem odwiedzin statku była chęć wręczenia do jego dyspozycji, do statkowej biblioteki, kilku egzemplarzy wspomnianej wcześniej książki-albumu. Nie mogło się też obyć bez specjalnej, autorskiej dedykacji i odczytania na tę okazję przygotowanej, bardzo emocjonalnej wypowiedzi.

Przy stole znaleźli się, nie kryjąc wzruszenia, Państwo Barbara i Stanisław Orzełowscy, z Rodziny Teresa Orzyłowska (tak właśnie z „y” pisana ‒ taki rodzinny zwyczaj zmiennej pisowni), Marek Szyller i przyjaciel jeszcze z czasów warszawskich Marka (urodzonego Warszawiaka, od ponad trzydziestu lat mieszkańca Gdańska) ‒ Jarosław Grabowski, od przynajmniej 40-stu lat żeglarski szkoleniowiec, z szeregiem bogatych opowieści morskich, kapitan Adam Walczukiewicz, byłem też ja. Jak wszyscy uczestnicy przyznali, rozmowy o żeglarstwie i morskich przygodach można prowadzić bez końca, trzeba zatem było po prostu po pewnym czasie spotkanie zakończyć. Na odchodne pięknie, w gdańskie kamieniczki malowany kamień, trafił w ręce gospodarza. Wręczyła go jego autorka, Teresa Orzyłowska, należąca do elity przewodników gdańskich, przewodnicząca koła Wrzeszcz PTTK.

I właśnie s/y „Genarał Zaruski” od dzisiaj stał się jedynym miejscem, gdzie można zapoznać się z pracą dotyczącą patrona żaglowca, wydaną w bardzo elitarnym nakładzie. Sam Autor, żegnając się, z trudem opanowywał wzruszenie i emocje z nim związane.

Tekst i zdjęcia: Cezary Spigarski

Previous

Zabytkowy obiekt odnaleziony w trakcie prac morskich przy projekcie elektrowni jądrowej

Next

Port Gdynia przeładował już o blisko 200 tys. ton zbóż więcej niż rok wcześniej

Zobacz również

Jesteśmy też na Facebooku