Zaczyna się rewitalizacja perełki architektury gdyńskiego modernizmu – Domu Marynarza u styku ul. Piłsudskiego z Zatoką Gdańską
Reprezentanci spółek: Polski Holding Hotelowy, Agencja Rozwoju Przemysłu, Dom Marynarza należąca do Polskich Linii Oceanicznych oraz przedstawiciel Urzędu Miasta Gdyni podpisali List Intencyjny w tej sprawie. Przed wojną był to Dom Zdrojowy, w którym podgrzewano w wannach wodę morską. Przypomniano, kto tworzył piękno młodej Gdyni i polskiego wybrzeża Bałtyku, oraz jakie to miało znaczenie.
Tam kończy się piękna i długa ulica Piłsudskiego i zaczyna się zejście nad Zatokę Gdańską oraz na Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego. Spacery owym szlakiem to prawdziwa melodia wspaniałych przeżyć, wrażeń estetycznych dla Gdynian oraz turystów. W takiej okolicy, u podnóża Kamiennej Góry i u podnóża Wzgórza Świętego Maksymiliana, około 200 metrów od morza, pobudowano przez II wojną światową Dom Zdrojowy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, ten wspaniały obiekt otrzymał nazwę: Dom Marynarza i służył przede wszystkim rodzinom ludzi morza, czekającym na powrót swych bliskich z dalekomorskich lub oceanicznych rejsów. Organizowano tam również bale, na przykład Bal Geografów, dla studentów i pracowników znajdującego się niedaleko Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Gdańskiego.
Wspomniany Hotel Dom Marynarza w Gdyni, już odnowiony (w maju br. nadarzyła się okazja przyjrzenia się kilku odnowionym pomieszczeniom i pokojom hotelowym – zajrzyj tu – kliknij, dop. red. CS), będzie jeszcze piękniejszy i większy. Jego rozbudowę i rewitalizację zainaugurowano Listem Intencyjnym dotyczącym przywrócenia Hotelowi jego dawnej świetności, historycznej funkcji i prestiżu. Dokument ten 9 lipca 2026 roku podpisali: Rafał Szmytke – Prezes Zarządu – Polski Holding Hotelowy Sp. z o.o.; Marek Zaleśny – Wiceprezes Zarządu – Agencja Rozwoju Przemysłu S.A; Piotr Pawłowski – Prezes Zarządu – DOM MARYNARZA Sp. z o.o. (dotąd: POL-LEVANT Linie Żeglugowe Sp. z o.o., spółka z Grupy Kapitałowej Polskich Linii Oceanicznych); Tomasz Augustyniak – Wiceprezydent Miasta Gdyni. Obecny był przy tym wydarzeniu Andrzej Kopeć (zajrzyj tu – kliknij) – prezes zarządu Polskich Linii Oceanicznych, do których Hotel Dom marynarza należy, i w którym PLO ma swoje biuro.

– Dzisiejsze spotkanie jest wyjątkowe swoim rodzaju. Grono sygnatariuszy listu intencyjnego, o którym nieco za sekundę powiem, jest znamienite – mówił, inaugurując wydarzenie, Piotr Pawłowski. – Mamy przedstawicieli trzech spółek Skarbu Państwa i mamy też przedstawicieli miasta Gdyni. Czyli tak naprawdę powodzenie projektu, o którym za chwilkę więcej państwu powiemy, dzięki temu składowi ma rzeczywiste szanse na powodzenie, ale nim osobiście przedstawię wszystkich poszczególnych naszych gości i honorowych sygnatariuszy, to pozwólcie państwo, że nieco szerzej wprowadzę państwa w sam obiekt, w sam budynek żeby dla osób, które mają prawo jeszcze o tym nie wiedzieć, przybliżyć jego specyfikę.











– Jak doskonale państwo wiecie, po I wojnie światowej gdy Polska odzyskała tożsamość, niepodległość, otrzymaliśmy dostęp do 147 kilometrów linii brzegowej. W ramach tych 147 kilometrów linii brzegowej mieliśmy 70 kilometrów linii brzegowej związanej z Półwyspem Helskim, a pozostałe 77 dotyczyło tak naprawdę 3 kilometrów na Mierzei Wiślanej i de facto 74 tutaj na naszym wybrzeżu. W ramach tego naszego wybrzeża, nazwijmy to gdańskiego, mieliśmy szereg miejscowości, które po odzyskaniu niepodległości zaczęły się bardzo dynamicznie rozwijać pod względem turystycznym, bo wszak mówimy dzisiaj o turystyce, mówimy dzisiaj i hotelarstwie. Niekwestionowanym liderem była Jurata wówczas stolica najbardziej prestiżowa jeżeli chodzi o kwestię polskiego wypoczynku. W drugiej kolejności był Hel. W trzeciej kolejności Jastarnia i czwartą miejscowością, która wówczas jeszcze była znana na mapie tak zwanej wypoczynkowej, odrodzonej Polski, II RP, była Wielka Wieś – obecnie zwana Władysławowem.
– Natomiast w ramach tak zwanej tej naszej części, tej kluczowej części, chciałem państwu powiedzieć: Wolne Miasto Gdańsk, Sopot to nie były nasze tereny, nie mieliśmy do tego rzeczywistego dostępu. Zaczęliśmy tak naprawdę jako kraj budzący się po 123 latach niewoli, budować własne ośrodki wypoczynkowe i w ramach tych najbardziej prestiżowych były dwie lokalizacje: Gdynia i Orłowo. W roku 1935 roku Orłowo stało się częścią Gdyni, stąd też mówimy o tym wprost: Gdynia stała się rzeczywiście centrum wypoczynkowym, wówczas takim bardzo prestiżowym naszych ówczesnych mieszkańców, a w ramach samej tejże Gdyni były dwa, czy trzy wręcz obiekty, które były szczególne swoim rodzaju. Jednym z tych obiektów był właśnie ówczesny Dom Zdrojowy, dzisiaj funkcjonujący wciąż jeszcze pod nazwą Domu Marynarza. Dom ten był zaprojektowany w 1920 roku, natomiast pierwsze prace związane z budową rozpoczęły się w marcu 1928, a ukończony został i oddany do eksploatacji w połowie 2029. Była to prawdziwa perełka modernizmu gdyńskiego.
To co państwo widzicie, ta sala, w której obecnie jesteśmy, my ją obecnie nazywamy salą widokową, ona pierwotnie nazywała się salą bilardową. Oprócz tego w tamtej części skrzydła hotelu mieliśmy salę balową tak zwaną salą dancingową, bo tutaj było bardzo dużo dancingów organizowanych oraz oczywiście salę kulinarną, zwaną śniadaniową.

– To, co wyróżniało ten obiekt, to była kwestia nietuzinkowej oferty. A mianowicie część, w której się znajdujemy, była stricte hotelowa, natomiast po drugiej stronie wejścia jak państwo wchodzących mieliście okazję to dostrzec, była część zwana łazienkową i w niej ewenementem było umiejscowienie 26 wanien, do których doprowadzana była woda prosto z Zatoki Gdańskiej, z morza, i która to woda była podgrzewana na oczywiste życzenie gości hotelowych, pensjonariuszy do temperatury, tak, jak sobie życzyli. Można było się kąpać w wodzie morskiej będąc w hotelu – woda była świeżo doprowadzona, dużymi rurociągami, przewodami, natomiast ta woda oczywiście była także i podgrzewana na wypadek dodatkowego zapotrzebowania.
– W trakcie działań wojennych – mówimy o II wojnie światowej – na szczęście budynek w żaden sposób nie ucierpiał, choć tak naprawdę stanowił miejsce wypoczynku dla Niemców i dla rodzin de facto niemieckich. To był taki trochę hotel plażowy.
Po wojnie przez 2 lata był na zmianę pod kontrolą Marynarki Wojennej wówczas tworzącej się tutaj w Polsce, a z chwilą gdy się okazało, że miasto stwierdziło, że tutaj wojska nie powinno być, podjęło starania, żeby ten budynek przejąć. Udało się to w pewnym sensie wspólnie dzięki też asyście miasta w postaci takiej renacjonalizacji pozyskać i ten budynek został w roku 1951 przekazany w ręce Polskich Linii Oceanicznych, czyli de facto formalnego następcy GAL-u czyli Gdynia America Line, operatora, który dysponował transatlantykiem Batory, a który później wszedł już formalnie pod władanie Polskich Linii Oceanicznych.
– Pozwólcie jeszcze na słowo komentarza nie bez powodu, ponieważ jest wśród nas nowy prezes Polskich Linii Oceanicznych, Andrzej Kopeć. Tylko zasygnalizuję państwu, że jako Polskie Linie Oceaniczne byliśmy jednym z największych armatorów na świecie. W latach 70, na podstawie wiedzy, którą dysponujemy, byliśmy w pierwszej piątce największych armatorów świata. Mieliśmy prawie 200 jednostek oceanicznych, byśmy naprawdę niekwestionowanym liderem. Kolejne lata pokazały, że nie wszystkim się ta transformacja gospodarcza pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych poszczęściła, natomiast udało nam się, drodzy państwo, zachować ten obiekt, w którym my obecnie dzisiaj jesteśmy, do dzisiejszego dnia we władaniu Polskich Linii Oceanicznych. Przechodząc już od tego wprowadzenia, chciałem, żeby osobom, które mają prawo tej historii nie znać – ją przybliżyć. Spółka o nazwie Dom Marynarza to nazwa, która została przez KRS wprowadzona formalnie już jakieś 2,5 tygodnia temu. W poprzednim brzmieniu właścicielem tegoż obiektu była spółka o nazwie POL-LEVANT Linie Żeglugowe Sp. z o.o., spółka z Grupy Kapitałowej Polskich Linii Oceanicznych, a to wynikało z bardzo prostego zabiegu, który wykonał właściciel, którym są Polskie Linie Oceaniczne w postaci przekazania aktywów do spółki zależnej tak, aby mogła prowadzić stricte działalność hotelową.
– Budynek, w którym się znajdujemy, jak państwo mam nadzieję, dostrzegliście, przeszedł, w ostatnim półroczu, bardzo gruntowną modernizację. Zostały odnowione wszystkie elementy wspólne poprzez tę salę, która obecnie nazywa się salą widokową, korytarze, sale balowe, restauracyjne i większość pokoi. Jak zapewne państwo wiecie standard do tej pory w tym hotelu funkcjonujący pochodził z początku lat 70; dominowały wszechobecne meblościanki i wykładziny we wzorzyste kwiaty. Dużo takich elementów, które dla sympatyków tamtej epoki z sentymentem się jeszcze kojarzą, natomiast obecnie idziemy z duchem czasu, zachowując rys historyczny, staramy się oczywiście nadać drugie życie temu obiektowi.
– I teraz bardzo płynnie przechodzę właśnie do sygnatariuszy dzisiejszego spotkania. Część biznesowa reprezentowana jest przez trzy spółki skarbu państwa. Pierwszą z nich jest spółka o nazwie Polski Holding Hotelowy, której prezesem jest pan Rafał Szmytke. Jest to spółka zależna od Ministerstwa Aktywów Państwowych. Spółka jest niekwestionowanym liderem na rynku hotelowym w naszym kraju, posiadająca prawie 50 obiektów hotelowych i turystycznych związanych z hotelarstwem. Dysponuje niemal 5 000 pokoi. Drugim przedstawicielem szeroko rozumianego biznesu, który dzisiaj będzie sygnatariuszem tego listu intencyjnego jest pan Marek Zaleśny, wiceprezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu, nota bene pośrednio właściciela Domu Marynarza, a bezpośrednio właściciela Polskich Linii Oceanicznych. Osobą o kluczowym dla nas dzisiaj znaczeniu w rozumieniu tego wydarzenia jest przedstawiciel Urzędu Miasta Gdyni, a jest nim wiceprezydent Miasta Gdyni, pan Tomasz Augustyniak, którego zaangażowanie, okazane wsparcie i można powiedzieć gotowość do niesienia pomocy i chęci de facto współpracy spowodowała, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Drodzy pastwo, drodzy sygnatariusze, który z panów chciałby coś dopowiedzieć? – zapytał prezes Piotr Pawłowski na zakończenie swego wystąpienia.
– Ja tutaj byłem rok temu, w tym hotelu – wspominał Marek Zaleśny. – Był w strasznym stanie, rozwalające się drzwi i łazienki z pięciu rodzajów kafelek. Schody, po których strach było chodzić. Prezes Spółki Dom Marynarza wziął sprawy w swoje ręce i mamy kompletną zmianę. Jednocześnie dochodzi projekt, mam nadzieję, że najpiękniejszej części. Bardzo dziękuję i mam nadzieję, że za trzy lata spotkamy się w tym pięknym, odnowionym hotelu. Ten wspólny projekt zrodził się z ambicji i intencji pracy Piotra Pawłowskiego i dziękuję bardzo za wsparcie. – Mam nadzieję, że razem doprowadzimy ten projekt do końca.


– Wszyscy mieliśmy okazję i mamy okazję korzystać z hoteli. Szukamy miejsc z duszą. Nie mogło zabraknąć tutaj Polskiego Holdingu Hotelowego – największego rzeczywiście operatora hotelowego w naszym kraju – mówił Rafał Szmytke. – Biznes hotelowy tak naprawdę zaczyna się od ok. 150 pokoi i to preferujemy. Pytanie o daty jest zawsze trudnym pytaniem, na tym etapie projektowania. Łatwo powiedzieć ile takie obiekty się buduje. To jest przedział 24 – 36 miesięcy, a często zdarza się, że proces przygotowania jest dłuższy. Bardziej 36 miesięcy, bo tkanka jest wielce delikatna, wymagająca współpracy z konserwatorem, ale tak, jak było powiedziane wcześniej, najważniejsze jest by to mądrze zaprojektować, bo sama realizacja jest zawsze prostsza. Mądrze przygotowany projekt, zadbanie o szczegóły, dopracowanie wszystkich kwestii formalnoprawnych i architektonicznych później pozwala już wykonawcom w sposób skuteczny doprowadzić te inwestycje do końca – mówił prezes Rafał Szmytke, odpowiadając na pytania z sali.



– Trzeba to powiedzieć bardzo dobitnie: to miejsce było bardzo zaniedbane przez ostatnie lata i niewiele się działo, żeby w tym budynku rzeczywiście przywracać jego historyczną funkcję, czy nawet dbać o to, co było z tym budynkiem najsilniej związane – wspominał Tomasz Augustyniak. – Oprócz pięknego budynku wpisującego się w gdyński modernizm jest też kwestia wielu artefaktów, które są w posiadaniu spółki, będące nieodłączną częścią tego miejsca, ale też i historii Gdyni, polskiej historii związanej z działalnością Polskich Linii Oceanicznych i nie tylko. Dla nas jest bardzo ważne, aby to miejsce zyskało należny mu status, aby przede wszystkim najbliższa okolica, o której też rozmawialiśmy niedawno, w wyniku działań podejmowanych przez spółkę, uległa takiej dość istotnej rewitalizacji. Mówię tutaj o działkach przyległych, które są zależne od miasta bądź od spółki. W przededniu decyzji dotyczącej wpisania gdyńskiego modernistycznego śródmieścia na Listę UNESCO, o co mamy dbać, jeśli nie o takie miejsca? Na mapie Gdyni brakuje nam takich obiektów i to jest też dość istotne i niewątpliwie z naszego punktu widzenia jako miasta jest to działalność, którą chcemy rozwijać. Bardzo dziękuję za tę inicjatywę – powiedział Tomasz Augustyniak.


Dokument formalnie został podpisany. – Drodzy państwo, podpisanie listu intencyjnego jest pierwszym krokiem ku przywróceniu dawnej świetności budynkowi pod aktualną nazwą Dom Marynarza. Kto wie, jaką docelowo nazwę będzie on posiadać – mówił Piotr Pawłowski. – Pamiętajmy o tym, że historycznie nazywał się on Dom Zdrojowy. Natomiast sygnatariusze tego listu wyrazili gotowość do szeroko rozumianej współpracy mającej na celu przywrócenie dawnej świetności, czyli innymi słowy przywrócenie prestiżu zarówno miejsca, jak i samego budynku. Pamiętajmy, drodzy państwo, że budynek ten obecnie jest w standaryzacji dwugwiazdkowej, natomiast intencją sygnatariuszy jest podniesienie jego standardu po rozbudowie do minimum 4, a może nawet wręcz 5 gwiazdek przy zdecydowanej rozbudowie, ponieważ pamiętajmy o tym, że obiekty tego typu jak ten, w którym obecnie jesteśmy, czyli mającym mniej więcej około 60 pokoi hotelowych, to są obiekty nieadekwatne do lokalizacji, w której się znajdują. Pamiętajmy o tym, że lokalizacja tego Domu Marynarza u podnóża Kamiennej Góry, a równolegle u podnóża także Wzgórza Świętego Maksymiliana pretenduje do tego, żeby przywrócić mu dawny blask z dwudziestolecia międzywojennego, gdzie ta lokalizacja była najbardziej prestiżową lokalizacją na polskim wybrzeżu. Mówię o tym wybrzeżu oczywiście niezwiązanym z Półwyspem. Drodzy państwo, doskonale wiecie, że ten teren, którego właścicielem jest spółka, rozciąga się od części graniczącej z parkiem, którego właścicielem jest Urząd Miasta, do prawie pętli autobusowej, czyli jest tutaj wiele, wiele tysięcy metrów kwadratowych, które mogą być zabudowane – powiedział Piotr Pawłowski.
















– Myślę, że kiedy powstanie tutaj hotel, w naturalny sposób będziemy musieli poszukać innej lokalizacji. Pomieszczenia, które obecnie zajmujemy, będą wtedy nieporównywalnie więcej warte jako część hotelu. Poza tym inne miejsce, być może położone jeszcze bliżej morza lub portu, mogłoby być dla nas bardziej odpowiednie.– powiedział prezes zarządu PLO Andrzej Kopeć, odpowiadając na pytanie (dop. red. CS).


Wiceprezydent Gdyni, Tomasz Augustyniak, zapytany o plany związane z wysokością budynku po jego rozbudowie, tak mówił: – Jest to obecnie przedmiotem uzgodnień wynikających z planowania przestrzennego oraz wymagań konserwatora zabytków. Rozbudowa musi bezwzględnie respektować historyczną część budynku. Mamy świadomość, że obiekt znajduje się w kręgu zainteresowania miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków. Tego rodzaju modernistyczne budynki w Gdyni są objęte ochroną. Warunki rozbudowy, poza planami samej spółki, muszą być zgodne z obecnym stanem prawnym. Odpowiadając więc na pytanie o wysokość zabudowy: wszystkie parametry będzie określał plan zagospodarowania przestrzennego dla tego miejsca. Plan ogólny został uchwalony, natomiast dla tej części nie ma jeszcze uchwalonego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (dop. red. CS).
Tekst: Kazimierz Netka
Zdjęcia: Cezary Spigarski




