3 marca 2021 roku w swój ostatni rejs udał się Ryszard Leszczyński. Odprowadzany przez najbliższą rodzinę, przyjaciół, członków stowarzyszeń morskich, czytelników.

Msza św. żałobna miała miejsce w Kościele Matki Bożej Fatimskiej na gdańskiej Żabiance. Mszę, rozpoczętą o godzinie 12.00 prowadził ks. Łukasz Chamier Cieminski wraz z duszpasterzem ludzi morza ks. dr. Edwardem Praczem. Podczas mszy wartę honorową przy urnie zmarłego trzymali, reprezentujący Stowarzyszenie Starszych Oficerów Mechaników Morskich, jego przewodniczący Lechosław Bar i Jerzy Wiśniewski.

Kazanie wygłosił ks. Edward Pracz. Przypomniał w nim o zasługach Ryszarda Leszczyńskiego, o jego twórczej pracy nad upamiętnianiem ofiar zabranych przez morski żywioł, o ludziach, którym nie było dane powrócić z morza do swoich domów. Podkreślał benedyktyńską pracę wykonaną przez Ryszarda, drobiazgowe przestudiowanie ogromnego zbioru izb morskich, liczącego sobie niemal 25 tysięcy dokumentów, spotkania z rodzinami ofiar morskich katastrof oraz ze świadkami, których tragedie nie dotknęły bezpośrednio. Wykonanie tej mrówczej pracy zajęło jej Autorowi kilkadziesiąt lat, a poświęcony na to czas zaowocował rzetelnym i starannym opracowaniem, zebranym w ośmiotomowe dzieło. Można tu dodać, że powstała jedyna w swoim rodzaju trylogia poświęcona tragediom na morzu, które wydarzyły się w polskiej flocie lat powojnia, rybackiej (3 tomy „Tragedii rybackiego morza”), handlowej (4 tomy „Ginące frachtowce) oraz floty pomocniczej („Katastrofy i wypadki morskie floty pomocniczej PMH (1926-2016) – jednotomowe dzieło, sięgające dalej wstecz, do zdarzeń okresu międzywojnia, uwieńczone obroną doktoratu na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu).

Dodam, że moją osobistą satysfakcją, była możliwość współpracy z Ryszardem Leszczyńskim przy doprowadzaniu Jego dzieł, ujętych piękną polszczyzną, trzymających czytelnika w napięciu i ekscytacji, niezwykłych dokumentów – do wydania drukiem. Uzupełniając, chcę też przypomnieć, że nad pierwszym tomem „Tragedii rybackiego morza” współpracował z Ryszardem Leszczyńskim profesor Jan Kazimierz Sawicki (był również recenzentem Jego pracy doktorskiej), prowadzący wówczas Pracownię Historii Akademii Morskiej w Gdyni, a przy kolejnych tomach tej niezwykłej trylogii, mój ojciec Henryk Spigarski.

Po mszy odbyła się ceremonia odprowadzenia Ryszarda Leszczyńskiego i złożenie urny z Jego prochami u boku rodziców śp. Heleny i Antoniego, na gdańskim Cmentarzu Komunalnym Srebrzysko.

Zmarłego Ryszarda odprowadzała duża grupa ludzi, dla których był bliskim, był przyjacielem, kolegą i niezwykłym twórcą – literatem. Przy grobie, po uroczystościach oficjalnych, modlitwie, były jeszcze głosy pożegnania i wspomnienia.

W imieniu Stowarzyszenia Starszych Oficerów Mechaników Morskich, Ryszarda jako wieloletniego aktywnego Członka pożegnał  przewodniczący Rady Głównej Stowarzyszenia, Lechosław Bar. Wspominał niezwykłego człowieka, kolegę, przyjaciela, który w swoim pracowitym życiu dokonał ogromnego i ważnego dzieła, będącego dokumentalnym śladem, nie tylko ku pamięci, ale i ku przestrodze dla następnych pokoleń. Podkreślił, że Ryszard w swoich książkach ocalił od zapomnienia pokolenia rybaków i marynarzy floty handlowej i pomocniczej, którzy zginęli na morzu, którzy poświęcili swe życie w służbie dla Polski. Teraz zaś oni wszyscy powitają go serdecznie dziękując za to, że kolejne pokolenia ludzi morza zachowają ich w pamięci.

Głos zabrał wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej w Gdyni, kapitan Andrzej Królikowski. Odczytał specjalnie przygotowane wystąpienie, przybliżając kilka szczegółów biograficznych, o miejscu urodzenia, studiach magisterskich, drodze zawodowej i nigdy nieprzerwanym studiowaniu, zgłębianiu największych tajemnic i reguł języka polskiego (poczytaj tu – kliknij). Ryszard Leszczyński został honorowo przyjęty w poczet członków tego Stowarzyszenia 4 marca 2014 roku, w uznaniu szczególnych zasług dla zachowania pamięci o ludziach tragicznie zmarłych na morzu. Uroczystościom przy grobie towarzyszył też poczet sztandarowy SKŻW, z kapitanami ż.w. Stefanem Krellą, Grzegorzem Rutkowskim i reprezentującym najmłodsze pokolenie kapitanów Pawłem Kołakowskim. Pożegnanie przeprowadzono zgodnie z ceremoniałem Stowarzyszenia tak, jak żegna się Kapitanów. Szklanki kapitańskim dzwonem wybili też członkowie najbliższej rodziny zmarłego. (Poprawniejszym sformułowaniem byłoby „dzwonem statkowym”, jednak z tej racji, że każdy dzwon nosi również imię swojego statku, a odlanie tego właśnie, specjalnie dla kapitańskiego stowarzyszenia spowodowało użycie adekwatnej jego nazwy – dop. red. – z racji zapytania.)

W imieniu przyjaciół Rodziny Leszczyńskich wypowiedział się Władysław Jaszowski. Odkrył rąbka tajemnicy, mówił o wspólnych spotkaniach z okazji imienin czy urodzin, ale nie tylko. Okazało się, że Ryszard Leszczyński miał jeszcze inny, bardzo ciekawy talent. Był muzykiem, grał na akordeonie, a w swoim przyjacielskim gronie, wraz z dwoma kolegami tworzyli zespół, dając koncerty na pianino, gitarę i akordeon, przeznaczone tylko dla tej specjalnej publiczności. I był ostatnim z tej trójki, który, jak powiedział Władysław Jaszowski, teraz właśnie usiadł z nimi ponownie i razem, dla tych, którzy pozostali, te swoje koncerty znowu wspólnie wykonywać będą…

Na zakończenie głos zabrał syn Ryszarda, Krzysztof Leszczyński. Jak mówił mi wcześniej, nie miał pewności czy podoła temu zadaniu, obawiał się, że wzruszenie i żal nie pozwolą mu na to. Jednak dał radę, pełnym emocji i uczuć głosem, przerywanym wzruszeniem i łzami, opowiedział o pustce, która ich otoczyła, o wspólnym życiu i o pamięci, którą będą pielęgnować (warto przeczytać te pełne bólu słowa – kliknij).

I tak odszedł człowiek, który poświęcił się kronikarskiemu upamiętnieniu tragicznych morskich wydarzeń i ludzi, którzy nie mieli szans na powrót do swoich rodzin. Odszedł podobnie jak Oni. Pozbawiony możliwości pożegnania Rodziny, wymiany ostatnich słów, spojrzeń i uścisku dłoni. Nie pokonał Go tak dobrze mu znany i trudny żywioł – morze, pokonało zło naszych dzisiejszych dni – podstępny i skrycie atakujący wirus…

Na koniec, i ja miałem swoją refleksję. Pięć lat temu, właśnie 3 marca 2016 roku odszedł mój ojciec Henryk Spigarski. Pochowany na tym samym cmentarzu tak, jak i Ryszard Leszczyński – człowiek pióra, związany ze sprawami morskimi. Tak, jak i On, również pozostawił niedokończone zamierzenie – był w trakcie przygotowania swojego doktoratu. Najnowsza książka Ryszarda Leszczyńskiego miała zmaterializować się w formie habilitacji. Nie dam wiary, aby opisując w najnowszym swoim dziele ucieczki marynarzy, rybaków i lotników morskich w czasach PRL, chciał na tym poprzestać. Jestem przekonany, że gdzieś w zakamarkach Jego myśli otwierała się droga ku profesurze, stanowiącej naturalną konsekwencję urzeczywistnianej przezeń pasji. Niestety, tego już nie sprawdzimy… Myślę, że teraz, gdzieś tam wysoko, siedzą sobie na ławeczce i razem z moim ojcem dyskutują na te morskie tematy, kończą swoje dzieła i obronią je przed innym, wyższym gremium. Motywować ich do tego na pewno będzie świadomość, że dzień 3 marca uznany został jako Międzynarodowy Dzień Pisarzy. My tu na Ziemi, dołożymy wszelkich starań, aby ostatnie dzieło Ryszarda Leszczyńskiego ukazało się drukiem, dokumentując kolejny ślad morskich losów Polaków.

Żegnaj zatem Profesorze Ryszardzie Leszczyński, będziemy o Tobie pamiętać!

Tekst i zdjęcia: Cezary Spigarski